Ziemia może ocieplać się tak szybko, że przekroczyliśmy „punkt bez powrotu”

zmiany klimatu

Jeśli zmiany klimatu będą postępować w obecnym tempie, to topnienie lodowców i zmiany prądów oceanicznych mogą spowodować poważną destabilizację, która doprowadzi do swego rodzaju efektu domina. Jego skutki mogłyby dotyczyć nawet 40% ludności świata.

Naukowcy przeprowadzili 3 miliony symulacji komputerowych, które obejmowały przebieg zmian klimatu. Dzięki nim zrozumieli, że około 30 procent z tych modeli prowadziło do katastrofalnego w skutkach efektu domina. Działo się tak nawet jeśli wzrost temperatury był niższy od 2 stopni Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej. Taka wartość stanowi górną granicę ustaloną przez sygnatariuszy porozumienia paryskiego.

Czytaj też: Zmiany klimatu to efekt wyłącznie ostatnich lat? Nowe badanie sugeruje, że wręcz przeciwnie

Ustalenia na ten temat zostały opublikowane na łamach Earth System Dynamics i sugerują, że możemy mieć do czynienia ze swego rodzaju „punktami bez powrotu” związanymi z globalnym ociepleniem. Kiedy zostaną one przekroczone, zajdą przyspieszone zmiany o potencjalnie nieodwracalnym charakterze. Raport w tej sprawie został wydany przez Międzyrządowy Zespół ONZ ds. Zmian Klimatu.

Szczególnie zatrważający wydaje się fakt, iż prawdopodobnie przekroczyliśmy już niektóre z tych punktów. W tym miejscu warto wspomnieć przede wszystkim o zanikaniu pokrywy lodowej Antarktydy Zachodniej. Wśród innych czynników objętych symulacjami wymienia się między innymi prądy oceaniczne oraz wzorce pogodowe, takie jak El Nino. Modele sugerowały natomiast, jak przekroczenie tych punktów wpływa na kondycję całej Ziemi. Symulacje obejmowały ponad 3 miliony możliwych scenariuszy.

Ziemia ociepla się coraz szybciej i wygląda na to, że proces ten będzie dalej przyspieszał

Okazało się, że szczególnie realnymi scenariuszami były te, w których zimna, topniejąca woda z lodowców powodowała spowolnienie prądu atlantyckiego, by następnie – poprzez wpływ na tzw. El-Niño – prowadzić do znacznego zmniejszenia opadów w amazońskich lasach deszczowych. W efekcie mogły one zostać przekształcone w… sawanny. Inny scenariusz zakładał natomiast, iż topnienie pokrywy lodowej Grenlandii doprowadziło do emisji słodkiej wody do oceanu, spowalniając prądy oceaniczne na Atlantyku, które transportują ciepło z tropików do bieguna północnego. W efekcie nastąpiło ogrzanie Oceanu Południowego, destabilizacja pokrywy lodowej Antarktydy, a w bardziej długofalowej perspektywie: wzrost poziomu morza.

Czytaj też: Ziemia ma nowy ocean. Ile jest ich łącznie?

Symulacje wykazały, że zmiany klimatu w największym stopniu wpływały na regiony przybrzeżne, gdzie w 2017 roku mieszkało 2,4 miliarda ludzi. Co gorsza, inne badanie, opublikowane niedawno w Proceedings of the National Academy of Sciences, wykazało, że lądolodowi Grenlandii grozi przyspieszone topnienie. Stracił on bowiem 586 gigaton masy i być może przekroczył już „punkt bez powrotu”.