Test SteelSeries Rival 5, czyli wszechstronnej myszki z 9 przyciskami

Test SteelSeries Rival 5, Rival 5, SteelSeries Rival 5,

Firma SteelSeries dorzuciła niedawno do swojej oferty najnowszą przedstawicielkę rodziny Rival. Mowa o przewodowej myszce Rival 5, która obok swoich imienników sięga po niższą wagę, większą liczbę przycisków i wszechstronność z myślą o wszystkich gatunkach gier. 

Pudełko i dołączone wyposażenie

SteelSeries w ostatnim czasie najwidoczniej postarało się o poprawę samego pudełka, które zachowało dawny charakter sprzętów marki, ale teraz wyróżnia się na rynku swoim dwuelementowym podejściem. Wystarczy tylko pociągnąć górną część pudełka, aby ta dolna pozostała na blacie, prezentując nam mysz w plastikowej wyprasce bez jakiejkolwiek osłonki. 

Pod wypraską nie znajdziemy niczego specjalnego, a jedynie zawinięty przewód USB z opaską na rzep oraz krótką książeczkę na temat samej myszki. Czy trzeba czegoś więcej? Zdecydowanie nie.

Czytaj też: Test słuchawek SteelSeries Arctis 9 Wireless

Najważniejsze cechy 

  • Sensor SteelSeries TrueMove Air
  • Czułość na 6 poziomach od 100 do 18000 DPI (przeskoki co 100 jednostek)
  • Waga: 85 gramów
  • Wymiary: 128,8 × 68,15 × 42 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: mechaniczne SteelSeries IP54 o wytrzymałości 80 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 8 + rolka
  • Interfejs: USB za pośrednictwem 200-centymetrowego przewodu w materiałowym oplocie
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: 10-strefowe RGB
  • Dedykowane oprogramowanie SteelSeries Engine 3
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena producenta: 310 zł

Design, materiały i wykonanie

SteelSeries to jeden z tych producentów, który nie produkuje myszek na jedno kopyto w porównaniu konkurencji. Przynajmniej jeśli chodzi o rodzinę Rival, którą trudno pomylić z jakąkolwiek inną. Już jedno spojrzenie wystarczy, żeby rozpoznać w myszce Rival 5 styl tego producenta i to zwłaszcza po podpięciu jej do komputera, kiedy to nasze biurko rozświetli charakterystyczny dla tych modeli system podświetlenia. Innymi słowy, SteelSeries udało się tchnąć w Rivala 5 ducha całej rodziny, a to coś, co warto nagrodzić przynajmniej samą wzmianką. No dobra, przynajmniej moim zdaniem, bo choć z Rivalami mam do czynienia wyłącznie w tego typu testach, to zawsze miło je wspominam i teraz mam nadzieję, że po tym teście Rival 5 się to nie zmieni. 

No dobra, może jednak trochę przesadziłem z tym zachwytem, bo tak jak zawsze ubóstwiam myszki możliwie najprostsze pod kątem fizycznym, tak rodzina Rival jest tego przeciwieństwem i „piątka” wcale nie jest w niej wyjątkiem. Mam tutaj na myśli całe mnóstwo paneli obudowy, a nie tradycyjnie trzy, lub cztery, które wystarczą do stworzenia prostego modelu. Elementów składowych w Rival 5 jest aż siedem i mowa tutaj tylko o tych najważniejszych, pomijając przyciski, czy rolkę. Tak jak zwykle mogę machnąć na to ręką, tak w przypadku tego modelu całe mnóstwo widocznych łączeń mi na to nie pozwala, ale wiecie co? Za to właśnie doceniam myszki Rival.

To właśnie w tym zatrzęsieniu elementów i widocznych gołym okiem łączeniach przejawia się bowiem duch tej rodziny myszek, a że SteelSeries zawsze sprawia, że nie wiąże się to z trzeszczącą, czy wyginającą się obudową, to trudno na to narzekać. Zwłaszcza że, jak widzicie na zdjęciach, Rival 5 prezentuje się świetnie, a od siebie mogę zapewnić, że takie samo wrażenie sprawia pod kątem jakości wykonania oraz ogólnej wytrzymałości. To szczerze mówiąc nie lada osiągnięcie, jako że waga myszki sięga jedynie 85 gramów, a jej przyjemna w dotyku, matowa obudowa jest pozbawiona popularnych ostatnio perforacji. 

Zwłaszcza że przy tak niskiej wadze Rival 5 ma sporo do zaoferowania. W grę wchodzi bowiem nie tylko zaawansowane podświetlenie PrismSync, ale także trzy dodatkowe przyciski „pod kciukiem”. Całość dopełnia długi, bo 200-centymetrowy elastyczny materiałowy przewód, wychodzący z obudowy w gumowej koszulce nieco „pod kątem oraz dwa duże, świetnej jakości ślizgacze na podstawie z zaokrąglonymi krawędziami. 

Ergonomiczność Rival 5

W kwestii samej bryły Rival 5 w grę wchodzi długa, poszerzająca się ku głównym przyciskom konstrukcja dla praworęcznych, którzy preferują wszelkiego rodzaju chwyty w konfiguracji palców 1+2+2. Osobiście najlepiej w moim przypadku wypadał chwyt typu palm i nic w tym dziwnego, bo myszka największe gabaryty przyjmuje dokładnie tam, gdzie ląduje wnętrze naszej dłoni, pozwalając palcom rozłożyć się wzdłuż odseparowanych od obudowy skrzydełek głównych przycisków w wyczuwalnych dolinkach.

Czytaj też: Test bezprzewodowej myszki SteelSeries Rival 3 Wireless

Mysz oferuje też wystarczająco miejsca na serdeczny i mały palec na swoim prawym boku, ale osoby o dłuższych palcach muszą nastawić się, że będą szurać ich opuszkami po podkładce. Kciuk z kolei odnajdzie się na Rival 5, jak w niebie, dzięki idealnemu wyżłobieniu, które zaprojektowano specjalnie tak, aby ułatwić dostęp do aż pięciu (fizycznie czterech) przycisków w tym miejscu. 

Całą ergonomiczną otoczkę dopełnia niedający się wych znaków materiałowy przewód, jak również świetne ślizgacze, których zaokrąglenie na bokach sprawia, że mysz nie przykleja się do podkładki nawet w pierwszych „fazach” ruchu. Pozytywnie wpływa na to wspomniana wyżej niska waga, bo choć 85 gramów nie jest może specjalnym rekordem na obecnym rynku perforowanych modeli, to i tak znacząco odbiega od standardowych myszek, ważących zwykle ponad 100 gramów. 

Test przycisków Rival 5

Jako że przycisków na tej myszy jest sporo, producent miał wiele pola do popisu, aby zaprojektować coś ciekawego. Z jednej strony Steelseries mogło bowiem sięgnąć po odróżnienie wszystkich grup przycisków od siebie pod kątem działania albo wręcz przeciwnie – zapewnić im wszystkim ten sam charakter w myśl wyższej spójności. Firma poszła w tym pierwszym kierunku.

Tak więc, główne przyciski, czyli LPM i PPM zostały oparte na wytrzymałych przełącznikach mechanicznych o wytrzymałości na pył i wodę IP54, które zapewniają responsywny charakter działania przy krótkiej drodze pracy i nieprzesadnej twardości oraz głośności. Tradycyjne przyciski boczne, to ich totalne przeciwieństwo, co w przypadku dodatkowego srebrnego przycisku bezpośrednio przed kciukiem nabrało nieco łagodniejszego charakteru. 

Ciekawie rozwiązano z kolei ten długi przycisk nad dwoma bocznymi, bo ten bazuje na dwóch przełącznikach i ma odmienne funkcje zależnie od naciśnięcia go „z góry” lub „z dołu”. Podczas grania jest przydatnym dodatkiem, ale tylko do jednorazowych akcji, bo jego miękki charakter zupełnie zaburzył responsywność. Warto też wspomnieć o przycisku funkcyjnym nad rolką, ale ten jest po prostu neutralny w działaniu. 

Na sam koniec warto powiedzieć kilka słów o wykończonej gumową nawierzchnią rolce, która działa fenomenalnie. Nie tylko nie wydaje z siebie dziwnych dźwięków zarówno przy szybkim scrollowaniu, jak i wolnym. Na dodatek jej łożysko sprawdza się świetnie, oferując może i krótkie przeskoki, ale tak bardzo wyczuwalne pod palcem, że kontrola nad rolką nie stanowi żadnych specjalnych wyzwań.

Oprogramowanie Engine 3

SteelSeries, jak praktycznie wszyscy giganci na rynku peryferiów, postarało się o jedną aplikację do wszystkich nowych sprzętów i nie inaczej jest z Rival 5. Oprogramowanie i aktualizacji firmware do tej myszki pobierzemy za pośrednictwem HUBu Engine 3, który to w pierwszym menu pozwala nam na podejrzenie podłączonego sprzętu, dorzuceniu kilku dodatków, czy sparowaniu sprzętu z poszczególnymi grami.

W drugim, czyli już w ustawieniach dedykowanych myszce, znajdziemy możliwość nadpisania funkcji każdego z dziewięciu przycisków, nagrania makra zarówno pod kątem aktywności myszki, jak i klawiatury, czy zabawy z podświetleniem. Po stronie sensora SteelSeries pozwala nam nie tylko na ustawienie czułości na pięciu poziomach (100-18000 DPI), czy ustawienie częstotliwości odświeżania myszy (125, 250, 500 i 1000 Hz), ale też ustawienie natężenia predykcji, czy zwiększenia i zmniejszenia prędkości w kolejno pierwszych i ostatnich fazach ruchu myszką.

Podświetlenie PrismSync

Kultowe wręcz dla SteelSeries podświetlenie, które za każdym razem robi niemałe wrażenie, trafiło również na pokład Rival 5, obejmując 10 niezależnych od siebie nawzajem stref diod, które podświetlają rolkę, dwa rozciągające się po korpusie grube „wężyki” oraz samo logo producenta na grzbiecie. W oprogramowaniu możemy nie tylko wybrać podświetlenie dla każdej ze stref, ale też ustawić efekt ciągle świecący (wielokolorowe oddychanie, tryb stały, płynna zmiana kolorów) razem z jednoczesną reakcją na klikanie.

Finalnie Rival 5 może pochwalić się jednym z najlepszych systemów podświetlenia myszek na rynku, czego zdjęcia nie są niestety w stanie oddać. Kolory są bowiem żywe, barwy nasycone, a mleczne wstawki jasno i dokładnie podświetlane, dzięki czemu system może zdecydowanie zachwycić i to zwłaszcza w trybie regularnego cyklu kolorów. Całość dopina PrismSync, czyli możliwość zsynchronizowania kompatybilnych sprzętów SteelSeries pod kątem właśnie podświetlenia.

Czytaj też: KontrolFreak w rękach SteelSeries. Teraz pozostaje nam czekać na nowego pada

Test sensora SteelSeries TrueMove Air

O precyzję w Rival 5 dba optyczny sensor TrueMove Air, którego znajdziemy tylko w myszkach SteelSeries i który powstawał we współpracy z gigantem, czyli PixArt na rynku właśnie czujników. W tej myszce jego LOD nie sięga nawet poziomowi 1,2 mm, poziomy DPI obejmują jedynie delikatne niespójności, a wysokie prędkości maksymalne dbają o to, aby zjawiska akceleracji nie dawały nam się wych znaków.

Rival 5 stara się trzymać spójny poziom odświeżania na poziomie 1000 Hz i wychodzi mu to całkiem dobrze, ale pod kątem interpolacji oraz jiterringu wysokiej częstotliwości zauważalną czkawkę łapie już przy poziomie 3200 DPI. Osobiście zalecam nawet nie przekraczać wartości 2400/2600 DPI, aby zapewnić sobie możliwie najwyższą jakość, która w przypadku tej myszki jest… dobra z plusem, ale nic poza tym.

Test Rival 5 – podsumowanie

Największą wadą myszki SteelSeries Rival 5 jest sam sensor, który wprawdzie wystarczy każdemu przeciętnemu zjadaczowi chleba, a nawet zaawansowanemu użytkownikowi, ale który zwyczajnie jest daleki od topowej konkurencji. Jednak pomimo tego Rival 5 kosztujący około 300 zł, to ciągle świetna mysz, zachwycająca wykonaniem, dodatkowymi świetnymi przyciskami oraz rolką, jak również świetnie prezentującym się systemem oświetlenia i wygodną bryłą. Za jej lekkość i wszechstronność również należy się producentowi uznanie i tak też na jej konto ląduje od nas polecenie.