Test myszki Steelseries Prime, czyli lekkiego i interesującego modelu

Test myszki Steelseries Prime, Steelseries Prime, test Steelseries Prime, recenzja Steelseries Prime,

SteelSeries niedawno ujawnił swoją nową rodzinę myszek Prime, które dopełniają m.in. obecne już na rynku słuchawki Arctis Prime. Dziś przyjrzymy się podstawowemu wariantowi wśród nowości, czyli po prostu modelowi Prime, który kosztuje 309,99 zł obok Prime+ za 39,99 zł i Prime Wireless za 629,99 zł. 

Pudełko i dołączone wyposażenie

Myszka Prime trafia do nas w nowo zaprojektowanym pudełku, które jednak i tak z miejsca zdradza swoim wyglądem i charakterystycznym dla Steelseries pomarańczem. Samo pudełko jest wręcz motywujące i gratulujące nam świetnego wyboru. Jesteśmy informowani nie tylko o tym, że profesjonalni gracze ze sprzętem Steelseries wygrali więcej nagród pieniężnych, niż ci, którzy z niego nie korzystają, ale też zachęcani do niszczenia wirtualnych wrogów hasłem „dla chwały”. 

Samo opakowanie zostało świetnie zaprojektowane, pokazując nam najważniejsze cechy Prime, a na dodatek wspominające o jej specyfikacji na boku. Wewnątrz na rewolucje jednak nie liczcie, bo oprócz myszki oraz odpinanego przewodu dostaniecie tylko kartę informacyjną. 

Czytaj też: Test Logitech M720 Triathlon, czyli myszki stricte do pracy

Najważniejsze cechy 

  • Sensor optyczny TrueMove Pro
  • Czułość na 5 poziomach od 50 do 18000 DPI (przeskoki co 50 jednostek)
  • Waga: 59 gramów
  • Wymiary: 126 x 68 x 39 mm
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: Prestige OM o wytrzymałości 100 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 4 programowalne + rolka
  • Interfejs: USB za pośrednictwem odpinanego 200-centymetrowego przewodu Super Mesh
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: wyłącznie pod scrollem
  • Dedykowane oprogramowanie Steelseries GG
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena producenta: 309,99 zł

Design, materiały i wykonanie

Steelseries w modelach Prime, których sama nazwa sugeruje wysoką jakość i skupienie się na tym, co najważniejsze, obrał dobrą, jak na moje oko oraz gust strategię. Zamiast szaleć z projektem, producent postawił na prostotę. Zamiast wyróżniać się wśród konkurencji wyglądem, sięgnął po minimalizm i wreszcie, żeby wytłumaczyć tak wysoką cenę, postarał się zarówno o świetne wykonanie, jak i niską wagę.

Prime waży bowiem zaledwie 69 gramów (bez przewodu), co stanowi segment wręcz elitarny i to zwłaszcza ze względu na pełną obudowę, a nie tę „podziurkowaną”. Chociaż mogłoby się wydawać, że takie coś odbije się na jakości wykonania, to możecie spać w tej kwestii spokojnie. Steelseries bowiem zadbało z nawiązką o lekkie, ale niewyginające się tworzywo sztuczne z matowym wykończeniem. 

Obudowa Prime sprawia wręcz wrażenie dwuczęściowej bryły (podstawa+korpus), ale wystarczy przyjrzeć się bliżej, żeby dostrzec i tak skrzętnie ukryte łączenia paneli bocznych z tym wierzchnim. Te są jednak w ogóle niewyczuwalne, a ciskanie ich nie powoduje żadnych skrzypnięć, czy zgrzytów. 

W zachowaniu prostoty myszce pomaga gruba gumowa wstawka na rolce, szare logo producenta na grzbiecie oraz dwa małe przyciski boczne. Na przodzie znalazł się z kolei port USB-C dla odpinanego przewodu ze specjalnym wzmocnieniem, który solidnie trzyma się na miejscu nawet przy użyciu znacznej siły, dzięki sporemu bloczkowi, blokującemu całość we wnęce. 

Na spodzie myszki Prime zaskoczenie może być jedno, bo obok czterech świetnych ślizgaczy o zaokrąglonych krawędziach i oczywiście wnęce sensora, znalazł się tam przycisk. Po co? Już tłumaczę – dzięki niemu możemy zmieniać zarówno czułość na pięciu predefiniowanych ustawieniach, jak i odświeżanie USB (125, 250, 500, 1000 Hz). Jest to więc zamiennik dla przycisku, który zwykle znajduje się nad rolką, co pozwoliło zachować prostszy wygląd, ale z drugiej strony upośledziło jego standardową funkcję dla tych, którzy czułość podczas rozgrywki zmieniają regularnie. 

Ergonomiczność Prime

Konstrukcja Prime przyjmuje formę ergonomiczną, asymetryczną i specjalnie skrojoną dla praworęcznych użytkowników, co przejawia się w wyżłobieniach na kciuk, sprytnie zaprojektowanego bloku na palec mały i serdeczny. Podobne dolinki znalazły się też na głównych przyciskach, co finalnie złożyło się na bardzo wygodną bryłę idealną dla układu palców 1+2+2 oraz wszystkich chwytów, choć osobiście dla mnie najlepiej sprawdzał się chwyt typu palm i fingertip.

Z kolei niska waga rzędu 69 gramów w połączeniu ze świetnymi ślizgaczami z zaokrąglonymi krawędziami i nieinwazyjnym, lekkim przewodem sprawia, że Prime sunie po podkładce, jak po maśle. W połączeniu z pewnym chwytem czyni to z tej myszki wybór idealny do dynamicznych gier. 

Test przycisków Prestige OM

Prime posiada pod swoimi głównymi przyciskami autorskie mechaniczno-optyczne przełączniki Prestige OM opracowane przez Steelseries o wytrzymałości do 100 mln aktywacji. To rozwiązanie porzuca metalowe styki na rzecz przerywania wiązki światła podczas aktywacji, co pozytywnie wpływa na responsywność, którą akcentują dodatkowo oddzielne przyciski od głównego korpusu. Dzięki temu Prime „klika się” świetnie z odpowiednim, ale nie przesadzonym poziomem głośności i z ciekawie wyważoną twardością/miękkością.

Równie dobrze sprawdzają się te boczne przyciski oraz rolka, która nie wydaje z siebie przeraźliwych zgrzytów podczas szybkiego scrollowania. Jej płynny charakter pracy nie jest specjalnie ciężki, ale wyczuwalne przeskoki na łożysku zapewniają pewne i bezpośrednie sprzężenie zwrotne. Co ciekawe, rolka w tym modelu jest głośniejsza, niż w topowym Prime Wireless, a przynajmniej tak wypadły moje egzemplarze testowe.

Oprogramowanie Steelseries GG

Producent reklamuje model Prime, jako myszkę dla profesjonalnych graczy, co akcentuje obecność odpinanego przewodu, wbudowanej pamięci i możliwość ustawiania DPI oraz częstotliwości odświeżania za pomocą wspomnianego przyciski na spodzie. Chętni mogą jednak sięgnąć po Steelseries GG, które to stanowi swoisty HUB dla sprzętów marki, pozwalający nam zaktualizować firmware, dopiąć profile do poszczególnych gier i ustawić myszkę idealnie „pod nas”.

Czytaj też: Test Logitech G335. Producent wchodzi w odważne kolory

Powyżej możecie podejrzeć opcje podmiany funkcji przycisków, rejestrowania makr, ustawiania poziomu DPI od 50 do 18000 jednostek, odświeżania na tradycyjnych pułapach, ale też natężenia predykcji oraz zwiększenia i zmniejszenia prędkości sensora w kolejno pierwszych i ostatnich fazach ruchu myszką.

Podświetlenie Prime

Co do podświetlenia trudno się rozpisywać, bo to sprowadza się wyłącznie dwóch skromnych paseczków na rolce. Te są podświetlane jasnymi, dobrze odwzorowującymi barwy diodami (diodą?), które mogą świecić na różne kolory w trybie stałym, zmiany kolorów i wielokolorowego oddychania. 

Test sensora TrueMove Pro

Steelseries Prime może i jest najtańszy, ale posiada najpewniej ten sam sensor, co Prime+, tyle że bez dodatkowego czujnika specjalnie dla parametru LOD. Optyczny sensor TrueMove Pro został opracowany przez producenta w ramach współpracy z PixArtem i już nie raz udowodnił, że jest jednym z najbardziej precyzyjnych opcji na rynku. 

Rzeczywiście Prime oferuje świetny feeling, brak jakichkolwiek problemów z precyzją do zauważenia gołym okiem. Zwłaszcza do 3000 DPI, bo wyżej zaczyna stopniowo maleć, choć dosyć skromnie, łapiąc niedopuszczalne czkawki dopiero przy 6400 DPI. Sensor może i tak pochwalić się niewyczuwalną predykcją, utrzymywaniem 1000 Hzd oraz parametrem LOD na poziomie około 1,4 mm. W testach mysz sprawdziła się następująco:

Test myszki Steelseries Prime – podsumowanie

Na swoim koncie mam już test zarówno Prime Wireless, jak i Prime+, czyli bliźniaczych, ale droższych modeli z tej rodziny Steelseries i przed pisaniem tego materiału rzuciłem okiem na to, co uważają inni, zwyczajni ludzie na ich temat. Najczęstszym zarzutem w stronę modeli Prime jest ich cena i domniemane niskie możliwości, ale jeśli mam być szczery, to jestem w stanie zrozumieć te opinie. 

Czytaj też: Test ROG Gladius III z wymiennymi przełącznikami. Mysz na dekady?

Prime jest bowiem niepozorną myszką, która poszła w minimalizm, świetne wykonane, nowe przełączniki, lekkość i skromne podświetlenie, a przede wszystkim design, który nie zdradza po sobie tego, że w grę wchodzi tutaj tak droga mysz. Oczywiście byłoby miło, gdyby Steelseries zrzucił cenę przynajmniej podstawowego modelu o te pięć dyszek, aby uciszyć nieco kręcących nosem. Osobiście jednak wszystkie trzy modele z testowanym dziś Prime polecam z czystego serca, o ile zależy Wam na tych cechach, o których wspominałem powyżej.