Recenzja serialu WandaVision – dwa pierwsze odcinki to to powiew świeżości w uniwersum

WandaVision zagości na Disney+ szybciej niż myśleliśmy

Marvel przyzwyczaił nas do pewnego poziomu swoich produkcji, a także do elementów, które wydawały się nieodzowne w kinie superbohaterskim. Tymczasem na Disney+ zadebiutował serial WandaVision, pierwsze przedsięwzięcie dedykowane platformie, które rozszerza Kinowe Uniwersum Marvela. Premierowo dostaliśmy dwa pierwsze odcinki. Jak wypadają? Uwaga, recenzja może zawierać spoilery.

Marvel powraca w świetnym, ale zupełnie innym stylu

Pandemia zmusiła Marvel Studios do zmian w harmonogramie premier. Dlatego w ubiegłym roku musieliśmy obejść się smakiem i nie dostaliśmy żadnego kinowego filmu. Według wcześniejszych planów oprócz Czarnej Wdowy i Eternals w październiku 2020 roku miał debiutować Falcon i Zimowy Żołnierz, a w grudniu WandaVision. Jak wyszło, każdy fan doskonale wie. Ostatecznie Serial o Scarlett Witch i Visionie zadebiutował 15 stycznia i od razu rzucił nas na bardzo głęboką wodę, bo produkcja w niczym nie przypomina tego, co do tej pory serwował nam Marvel.

Już na poziomie zwiastunów i pierwszych opisów fabuły wiadomo było, że będzie to coś innego. Serial miał być, przynajmniej na początku, stylizowany na sitcomach z połowy ubiegłego wieku. I tak właśnie prezentują się dwa pierwsze odcinki. Utrzymane w czarno-białej, przesłodzonej stylistyce zabierają nas do domu na przedmieściach, gdzie do jednego z domów sprowadzają się tytułowi bohaterowie. Widzowie zaś czują się, jakby zostali przeniesieni w czasie i oglądali nie współczesną produkcję, a coś, co zostało nakręcone wiele dekad temu. Klimat został zachowany nie tylko dzięki cudownej scenografii i dbałości o każdy, nawet najmniejszy detal, ale przede wszystkim dzięki zaangażowaniu obsady, która wydaje się stworzona do takiej konwencji.

Wanda (Elizabeth Olsen) i Vision (Paul Bettany) mierzą się z czymś zupełnie odmiennym od dotychczasowych wyzwań – życiem na przedmieściach. Wanda musi być idealną gospodynią, zaś Vision – panem domu spełniającym się zawodowo, ale również dbającym o dobrą pozycję w towarzystwie. Oczywiście w trwając w tym dziwnym stanie nadal pozostają superbohaterami, a obserwowanie jak usilnie starają się być „normalni” jest bardzo zabawne. Dodatkowo twórcy korzystają z typowych dla gatunku żartów sytuacyjnych, co doskonale się sprawdza. Przez te dwa odcinki fabularnie zbyt wiele się nie dzieje. Najpierw muszą zorganizować kolację dla przełożonego Visiona i jego małżonki, a potem zyskać pozycję w towarzystwie dzięki lokalnemu pokazowi talentów.

Czytaj też: Recenzja serialu Euforia – odcinek specjalny 1: Rue
Czytaj też: Recenzja 3 sezonu Star Trek: Discovery
Czytaj też: Recenzja serialu Lupin – Netflix rozpoczyna 2021 rok mocnym tytułem

Rysy w tym idealnym obrazie dostrzegamy stosunkowo wcześnie

Klasyczne sitcomowe komedie, zwłaszcza z połowy XX wieku cechował wszechobecna perfekcja, która jednak była w równej mierze sielankowa co sztuczna. I tę sztuczność w dwóch pierwszych odcinkach serialu WandaVision dość szybko można dostrzec. Są to najczęściej drobne anomalie, jakieś zawieszenia, absurdalne (nawet jak na tę konwencję) wydarzenia, a w końcu postacie, które kompletnie do świata nie pasują.  Niektórzy bohaterowie wygłaszają dziwne, jakby zaprogramowane kwestie, a samo zakończenie pierwszego odcinka daje silnie do zrozumienia, że to najprawdopodobniej nie Wanda stoi za stworzeniem tej idylli. A wcześniej tak właśnie podejrzewaliśmy. Już na początku pojawia się również Agatha, uczynna sąsiadka, która jak wiemy z udostępnianych przed premierą informacji jest potężną czarownicą. Tutaj pojawia się pytanie, czy to ona stoi za tym wszystkim? A może odpowiada jedynie za anomalie?

Premierowe odcinki nie pchają fabuły do przodu, ale stawiają przed nami bardzo dużo pytań, bo jeśli się przyjrzymy, to tajemnic jest tu bardzo dużo. Pogłębia to sama przyjęta konwencja, do której ani Marvel, ani kino superbohaterskie nas nie przygotowało. Cały czas zastanawiamy się, co się dzieje i kiedy to wszystko się rozgrywa, w końcu w prawidłowej linii czasowej uniwersum Vision nie żyje. Największą zagadką jest jednak tajemniczy komunikat, który burzy spokój Wandy „kto ci to robi, Wando?”. W połączeniu z symbolami organizacji SWORD, którą jak wiemy WandaVision ma wprowadzić do MCU każe myśleć, że bohaterka jest przez kogoś więziona. Oczywiście, może być to zupełnie mylny trop, bo na tym etapie wiemy bardzo mało.

WandaVision to z jednej strony hołd dla klasycznej telewizji, a z drugiej solidny przytyk

Twórcy prowadzą pierwsze epizody jak za „starych, dobrych czasów”, a jednocześnie na każdym kroku wytykają błędy ówczesnych produkcji. Seksizm, naiwność czy nawet absurdalność fabuły, przestarzały model społeczeństwa, to wszystko rzuca się w oczy już od początku. Nie jest to jednak jawna i ostra krytyka, bo gdyby nie pewna świadomość, jaką zachowują bohaterowie, to nie rzucałoby się w oczy. Choć Wanda i Vision zdają się trwać w jakieś pół-amnezji, to nadal widać w nich cechy, które kompletnie nie przystają do przedstawianych realiów. Dzięki temu właśnie dostrzegamy przestarzałe elementy.

Bettany i Olsen doskonale się spisują. Wydają się wręcz stworzeni do takiej luźnej konwencji, a żarty sytuacyjne i przerysowanie zupełnie nie burzy ich postaci. Wręcz przeciwnie, wydają się pełniejsi. Jednocześnie wypadają tak, jakby faktycznie żyli w tamtych czasach, a za chwilę robią coś, co daje nam sygnał, że oni tylko zostali tam „wrzuceni”. Dodatkowo w końcu widać tę chemię pomiędzy nimi. Do tej pory w filmach para miała niewiele czasu, a romans Wandy i Visiona nie miał możliwości rozwinięcia. Nie widzieliśmy tak dobrze ich relacji. Teraz w końcu dostrzegamy, że pomimo fizycznych różnic bardzo do siebie pasują i po prostu dobrze im ze sobą. O innych bohaterach na razie ciężko coś powiedzieć. Agatha na razie jawi nam się jako ta irytująca sąsiadka, która narzeka na męża, a na spotkaniach z innymi paniami domu popija więcej alkoholu niż powinna. Zagadkowa jest również inna z pań, czarnoskóra Geraldine, która sama przyznaje się, że do przedmieść nie pasuje. Z opisów castingu wiemy, że gra ją Teyonah Parris, która w serialu ma wcielać się w Monikę Rambeau.

Czytaj też: Recenzja serialu Mroczne materie – sezon 2
Czytaj też: Recenzja serialu Stewardesa –thriller i absurdalna czarna komedia w jednym
Czytaj też: Recenzja 2 sezonu The Mandalorian – to najlepsze, co od lat dały nam Gwiezdne Wojny

Nowy serial Marvela jest wyzwaniem, ale ogląda się go z ogromną przyjemnością

Chwilę zajmuje zanim przyzwyczaimy się do tego niecodziennego stylu. W tych dwóch odcinkach nie uświadczymy widowiskowych efektów specjalnych, które tutaj wyglądają jak żywcem wyjęte z tamtej epoki, nie ma również walk. Są za to tajemnice i wiele zagadkowych wydarzeń. Do tego dostajemy sporo easter eggów, na które niekoniecznie każdy zwróci uwagę. Toster firmy Stark Industries, reklama zegarka Strucker z symbolem ośmiornicy HYDRA i kilka innych, niekoniecznie związanych z Marvelem.

Jeszcze nie wiemy w jakim kierunku rozwinie się akcja serialu WandaVision. Można przypuszczać, że Wanda dostała się w ręce SWORD, a po śmierci Visiona i wydarzeniach z Endgame jest niestabilna psychicznie i ta iluzja ma jej w jakiś sposób pomóc. Są to na razie jedynie domysły i musimy poczekać na kolejne odcinki. Na razie jednak serial jest tą nutą świeżości, której w MCU zaczynało brakować.  Jest intrygujący, ogląda się go wspaniale, nie raz także nas rozśmieszy. Największym minusem jest fakt, że w Polsce tak trudno go obejrzeć. Choć w jakiś tam sposób można rozumieć decyzje Disneya odnośnie dystrybucji platformy na kolejne rynki, to ciężko się nie złościć, gdy wypuszczają tak istotną dla uniwersum produkcję.

Chcesz być na bieżąco z WhatsNext? Obserwuj nas w Google News