Recenzja filmu Kronika Świąteczna 2

Kroniki Świąteczne 2 , Kroniki Świąteczne 2 recenzja

Po świetnym debiucie pierwszej części dwa lata temu Netflix serwuje nam film Kronika Świąteczna 2, w której ponownie w roli Mikołaja zobaczymy Kurta Russella, a także kilka znajomych twarzy. Czy i tym razem mamy do czynienia z dobrym, świątecznym filmem? Uwaga, możliwe spoilery.

Kronika Świąteczna 2 to kolejna próba ratowania świąt

W 2020 roku jak nigdy przydałby się ktoś, kto uratowałby nam święta. Zapowiada się, że większość z nas nie będzie ich mogła spędzić w większym rodzinnym gronie, więc niech chociaż mamy jakąś namiastkę. Netflix, jak co roku zresztą, otwiera sezon na bożonarodzeniowe kino familijne dosyć wcześnie. Jedna z najbardziej reklamowanych propozycji jest Kronika Świąteczna 2. Nazwa znajoma, wspomnienia po pierwszej części bardzo miłe, więc czemu nie. Kurt Russell powraca do roli charyzmatycznego Mikołaja z bujną brodą, a na ekranie towarzyszy mu Goldie Hawn jako Pani Mikołajowa, która dostaje o wiele większą rolę niż poprzednio.  Ze znajomych twarzy powraca rodzeństwo Pierce – Kate (Darby Camp) i Teddy (Judah Lewis), choć ten drugi jedynie na chwilę. Ma już w końcu takie lata, że woli dziewczyny niż bujanie się z Mikołajem. Mamy też jasno nakreślonego antagonistę – złego elfa Belsnickela (Julian Dennison), który za bycie niemiłym został zmieniony w człowieka i wywalony z mikołajowej wioski. Warto tu wspomnieć, że tak w rzeczywistości i w filmie minęły dwa lata od wydarzeń z jedynki.

Plan Belsnickela jest prosty, chce dostać się do wioski, przekabacić elfy na swoją stronę i generalnie zrujnować święta za to, że kiedyś Mikołaj nie poświęcał mu zbyt wiele uwagi. Wykorzystuje do tego Kate, która za pomocnika ma potencjalnego przyszywanego brata Jacka (Jahzir Bruno). Razem lądują na Biegunie Północnym i muszą zrobić wszystko, by razem ze Świętym Mikołajem uratować Boże Narodzenie. Dostajemy tutaj sporo akcji, bo są podróże w czasie, nowe leśne elfy, magiczne ciasteczka i widowiskowy numer muzyczny na lotnisku. A wszystko, jak możemy się domyślić, zmierza do pięknego, szczęśliwego i pełnego moralizatorstwa końca. I o ile w jedynce to się sprawdzało, tak w drugiej części jest już trochę zbyt naiwne i przesłodzone.

Czytaj też: Recenzja serialu Miłość i Anarchia – sezon 1
Czytaj też: Recenzja krótkometrażowej animacji If Anything Happens I Love You
Czytaj też:
Recenzja filmu Zamiana z księżniczką 2 – Vanessa Hudgens w potrójnej roli

Bohaterom Kroniki Świątecznej 2 wszystko idzie zbyt łatwo

Państwo Mikołajowie, jak i dwójka młodych bohaterów stoi przed nie lada wyzwaniem. Ważą się nie tylko losy tegorocznych świąt, ale również całego miasteczka elfów. Jeśli im się nie uda – świąt już nigdy nie będzie. I choć Kate już znamy jako odważną i rządną przygód, tak Jack jest raczej typem strachliwego dzieciaka. Tymczasem wszystko, czego się podejmą wychodzi im bardzo dobrze i praktycznie nie ma tu momentów, w których balibyśmy się, że coś może pójść nie tak. Ja doskonale wiem, że to film skierowany głównie do młodszych odbiorców, jednak i oni powinni wiedzieć, że zawsze są jakieś trudności.

Potencjał drzemiący w postaci Belsnickela został praktycznie niewykorzystany. Miał to być taki Grinch tych świąt, tylko jego motywacje (wciąż powtarzane) wydają się bardzo irracjonalne i mało logiczne. Słaby z niego czarny charakter, bo w gruncie rzeczy to tylko obrażony nastolatek, któremu poświęcało się zbyt mało czasu. A zakończenie i jego ponowna przemiana bardzo rozczarowuje, bo wydawało się, że potrzeba jednak czegoś więcej, a tu proszę, wystarczyło pomyśleć. Szkoda, bo zarówno sama postać jak i grający ją Julian Dennison mogli wnieść do tego o wiele, wiele więcej.

Na szczęście kolejna część Kronik nadal ma w sobie wiele świątecznej magii

Tak jak w przypadku Kevina i w Kronikach Świątecznych oryginał jest zdecydowanie lepszy, przynajmniej moim zdaniem. Druga część wypada już słabiej, choć nadal ogląda się to naprawdę przyjemnie. Magia świątecznych dekoracji i Kurta Russella robi swoje. Największa robotę robi elfia wioska, z której ten klimat wprost się wylewa przy dźwięku palonego w kominku drewna i dzwoneczków. W przypadku podobnych produkcji to właściwie najważniejszy element, choć mi osobiście przy niedopracowanej fabule aż tak bardzo się ta otoczka nie podobała.

Wiele zabrakło by można było z czystym sercem napisać, że to dobry sequel. Widać, że Kroniki Świąteczne 2 miały większy budżet, a twórcy chcieli pokazać nam jeszcze więcej. Zahaczyli o historię Świętego Mikołaja i o jego powiązania z elfami byśmy mieli większy wgląd w tę opowieść. Ale to nadal za mało. W rezultacie film ogląda się właściwie dla klimatu, Russella i scenografii, a nie dla bohaterów i fabuły, to ta jest bardzo miałka. Wiadomo, jest to tytuł bardziej dla dzieci, jednak Netflix powinien zdawać sobie sprawę, że dorośli również uwielbiają podobne produkcje i w okresie świątecznym namiętnie je oglądają. To im chyba umknęło, albo nikomu nie chciało się włożyć więcej trudu w podrasowanie scenariusza.

Czytaj też: Recenzja filmu Pan Jangle i świąteczna podróż
Czytaj też:
Erotica 2022 – recenzja pierwszego polskiego filmu Netfliksa
Czytaj też:
Gamingowe puzzle od Good Loot – recenzja zestawów Diyng Light i Fallout 4

Kroniki Świąteczne 2 pozostawiają dużo do życzenia

Choć Russell z pewnością kradnie te show, to Hawn świetnie mu wtóruje, przez co przyjemnie ogląda się ten duet na ekranie. Młodzi aktorzy też wypadają całkiem dobrze, oprócz Dennisona, któremu po prostu nie dano możliwości, by się wykazał. Najbardziej kuleje tu scenariusz i to jego wina, że cała historia nie ekscytuje i nie angażuje tak, jak powinna i tak jak to było w przypadku pierwszej części. Oprawa wizualna i muzyka robią ogromną robotę i w gruncie rzeczy chyba tylko dla tych elementów warto po tę pozycję sięgnąć.

Muszę oczywiście zaznaczyć, że nie jest to zły film. Jako samodzielna produkcja byłby raczej z tych przeciętnych, ale przy porównaniu go z oryginałem wypada po prostu blado. Wydaje mi się, że największy nacisk postawiono na wykorzystanie większego budżetu i zabawę z dekoracjami, a także z CGI niż na stworzenie naprawdę magicznej, świątecznej opowieści. I o ile pierwsza część zapadła mi w pamięć tak druga szybko uleciała mi z głowy. Nie bawiłam się przy niej źle, ale raczej nie będę chciała do niej wrócić.