Recenzja filmu Chemical Hearts

Chemical Hearts, Chemical Hearts recenzja,

Chemical Hearts to adaptacja powieści Krystal Sutherland i wydaje się, że to kolejny smutny film dla nastolatków z romantycznym, przewidywalnym wątkiem głównym. Jednak czy na pewno?

Chemical Hearts to nastoletni melodramat pełen emocji

Głównym bohaterem filmu jest Henry Page (Austin Abrams). Właściwie ciężko powiedzieć kim jest, bo jedyną rzeczą, która go definiuje jest zamiłowanie do sklejania potłuczonych kawałków ceramiki za pomocą japońskiej sztuki Kintsugi. Chce też zostać pisarzem, jednak odkrywa, że nie ma o czym pisać, bo w życiu tak naprawdę jeszcze niczego nie przeżył. Wtedy w szkole pojawia się nowa uczennica, Grace Town (Lili Reinhart). Grace chodzi o lasce, czyta Pablo Nerudę i stroni od ludzi. Za tym wszystkim kryje się tragedia, którą odkrywamy wraz z głównym bohaterem. Kiedy Grace i Henry zostają współredaktorami szkolnej gazetki rozpoczyna się ich współpraca, która stopniowo przeradza się w coś więcej.

Chemical Hearts opowiadane jest z perspektywy Henry’ego, więc także postać Grace widzimy jego oczami. Dziewczyna jest tajemnicza i intrygująca. Z jednej strony trzyma go na dystans, a z drugiej przyciąga do siebie, co jest bardzo mylące zarówno dla bohatera jak i dla widzów. W końcu się zaprzyjaźniają, choć właściwie nie wiemy jak do tego doszło. Twórcy zastosowali pewien rodzaj montażu składającego się ze scenek, które pokazały tę drogę. Szkoda, bo z pewnością był to ważny i istotny element, a do tego moglibyśmy bardziej poznać Henry’ego. Sama Grace nie jest typową bohaterką z problemami, która musi spotkać chłopaka żeby ten nauczył ją znów żyć. Od początku można domyślić się, że film nie zmierza w takim kierunku. Tragedia, którą dziewczyna przeżyła zmieniła ją do tego stopnia, że nie ważne co zrobiłby Henry, pewnych rzeczy cofnąć i naprawić się nie da. Świetnie obrazują to jej słowa: „nie jestem jedną z twoich waz”. On chce ją naprawić, ale czy to ma sens?

Czytaj też: Recenzja serialu Miłość i Anarchia – sezon 1
Czytaj też: Recenzja krótkometrażowej animacji If Anything Happens I Love You
Czytaj też:
Recenzja filmu Zamiana z księżniczką 2 – Vanessa Hudgens w potrójnej roli

Film opowiada o pełnym zamieszania życiu nastolatków

Osobiste tragedie bohaterów nie są rzadkością w książkach, filmach i serialach o nastolatkach. Zawsze gdzieś tam ktoś umiera, a wtedy pojawia się ta druga osoba, która wszystko „naprawia”. Tymczasem Chemical Hearts pokazuje nam drugą stronę medalu. Nie zawsze jest tak dobrze i różowo, bo bywa w życiu również tak, że bez pomocy specjalisty nie da się wyjść na prostą. I Grace jest taką postacią. Jest osobą dysfunkcyjną, która znalazła się w takim momencie życia, w którym inny nastolatek nie jest w stanie jej pomóc. W tej swojej tragedii i cierpieniu jest również toksyczna, choć nie robi tego z premedytacją. To zagubienie, poszukiwanie siebie, sposobu na wyjście na prostą. Razem z Henrym brną przez ten chaos uczuć, przez seks i miłość. Tylko do czego to zmierza?

Najjaśniejszym punktem filmu jest z pewnością Lili Reinhart, która większość z Was może znać z Riverdale. W jej wykonaniu Grace jest bardzo autentyczna, celowo nieprzyjazna i onieśmielająca. Jest inna i widzimy to na pierwszy rzut oka, ale nie jest w tym „dziwaczna”, co niestety w podobnych produkcjach często się zdarza. Jest zagubioną nastolatką, a aktorka potrafi świetnie nam to pokazać. Dlatego nie dziwi nas, że wbrew wszystkiemu jednak zbliża się do Henry’ego. Dziewczyna stanowi świetny kontrast z Henrym, który właściwie w życiu niewiele przeżył i nadal jest taką czysta kartą. On dopiero wkracza w ten świat, w który ją brutalnie wrzucono. Reinhart i Abrams świetnie wypadają na ekranie. Jest między nimi specyficzna dynamika i dobrze się uzupełniają. Oboje czynią więź pomiędzy ich bohaterami autentyczną.

Chemical Hearts skupia się tylko na głównych bohaterach. Niestety

Grace i Henry to bardzo dobrze napisane i zagrane postacie. Nie są stereotypowi i płascy. Niestety podczas seansu uświadamiamy sobie, że twórcy chyba cały trud włożyli w ich napisanie, bo cała reszta wypada naprawdę blado. Otocznie i inni ludzie stanowią jedynie tło. Przyjaciele Henry’ego pojawiają się na ekranie, ale ciężko skupić na nich wzrok, bo są bardzo bezbarwni. Spełniają swoją rolę, powiedzą kilka słów i znikają zarówno z pierwszego planu jak i z naszej głowy.

To trochę tak, jakby główni bohaterowie byli tam sami, każda inna postać jest po prostu zbędna. To nic nie znaczące emocje, które nie przeszkadzają ani niczego nie wnoszą. Są obojętne. To chyba największy minus tego filmu. Zabrakło podbudowania tła, przez co pewne elementy związane z Grace i Henrym są aż nadto wyeksponowane. Jeśli bierze się na warsztat tak bardzo emocjonalną, pełną traum i żalu historię trzeba zachować pewien balans by nie przytłoczyć widza. Tutaj tej równowagi niestety zabrakło.

Czytaj też: Recenzja filmu Pan Jangle i świąteczna podróż
Czytaj też:
Erotica 2022 – recenzja pierwszego polskiego filmu Netfliksa
Czytaj też:
Recenzja filmu Kronika Świąteczna 2

To pełen autentycznych emocji, trudny film

Jest coś ciężkiego w Chemical Hearts. Sama tematyka nie jest prosta, nie jest łatwo również patrzeć na Grace, bo ta bohaterka wydaje się bardzo autentyczna. Naprawdę łatwo uwierzyć, że tak właśnie prawdziwi nastolatkowie zachowaliby się na ich miejscu. Okres dojrzewania już sam w sobie jest ciężkim przeżyciem, a co dopiero mając taką przeszłość. Mi film się podobał, jest smutny i trochę dołujący, ale z pewnością jest również na swój sposób wyjątkowy. Fabuła nie idzie tak do końca po typowych dla gatunku ścieżkach, co jest dużym plusem.Nie jest to film idealny, ale naprawdę ciekawy przykład poruszającego nastoletniego dramatu.

Do tego jest to ciekawa wizualnie produkcja. Reżyser Richard Tanne serwuje nam obraz w stonowanych, często surowych barwach. Banalne ujęcia szkolnych korytarzy i klas przeplatają się z miejscami, które z pewnością wielu zapadną w pamięć – cmentarz, opuszczony budynek ze zbiornikiem pełnym złotych rybek. Znajdziemy tu więc zarówno rutynę, jak i wyraziste obrazy wyróżniające się na tle codzienności. To chyba taka metafora siedemnastu lat, które mają nasi bohaterowie. Ten niezwykły moment u progu dorosłości, w którym pośród monotonni pojawiają się pierwsze trudności, a podróż staje się coraz bardziej wyboista.