Planeta B – czy ludzkość jej potrzebuje?

Planeta B - czy ludzkość jej potrzebuje?
Czy kiedyś uda nam się odkryć drugą Ziemię?

Niszczymy Ziemię, więc nie ma pewności, że z innymi planetami nie byłoby podobnie. Problem polega na tym, że znalezienie „planety B”, na która mogłaby się przenieść cała ludzkość, to zadanie niezwykle trudne. Na ten moment wręcz niewykonalne. Czy to zatem oznacza, że Ziemia jest wyjątkowa we Wszechświecie?

Nigdy nie będziemy żyć na innych planetach. Tak uważa wielu naukowców, w tym prof. Michel Mayor, astrofizyk z Uniwersytetu Genewskiego, który w 2019 r. został uhonorowany Nagrodą Nobla w dziedzinie fizyki. Trudno nie przyznać mu racji.

Jeśli mówimy o egzoplanetach, wszystko powinno być jasne: nie będziemy tam migrować. Czuję potrzebę zabicia wszystkich stwierdzeń, które mówią: „OK, udamy się na planetę nadającą się do życia, jeśli pewnego dnia życie nie będzie możliwe na Ziemi”. Nie, tak nie będzie.

Michel Mayor

Poza orbitę Jowisza

Warto na początek rozważyć dystans dzielący nas od innych układów planetarnych. Wszystkie egzoplanety są zbyt daleko, aby swobodnie podróżować do nich. Najbliższym układem jest gwiazda Alfa Centauri, którą okrążają planety, oddalona od nas o 4,37 lat świetlnych.

Nawet w bardzo optymistycznym przypadku planety nadającej się do życia, która nie jest zbyt daleko – powiedzmy kilkadziesiąt lat świetlnych – niemożliwe jest dla żadnego człowieka, by tam dotrzeć.

Michel Mayor

W październiku 1995 r. Mayor wraz z Didierem Quelozem odkryli pierwszą egzoplanetę krążącą wokół gwiazdy ciągu głównego (czyli podobną do Słońca). Dzięki badaniom przeprowadzonym w Obserwatorium Haute-Provence, uczeni wykryli gazowego olbrzyma (podobnego do Jowisza) o nazwie 51 Pegasi b. Od tego czasu w Drodze Mlecznej wykryto 4400 egzoplanet, z ponad 6600 kandydatkami na planety pozasłoneczne. Do żadnego z tych układów póki co nie da się dotrzeć. To technicznie niemożliwe.

Planeta B - czy ludzkość jej potrzebuje?
Wizja artystyczna planety 51 Pegasi b

Smutna rzeczywistość jest taka, że w tym momencie w historii ludzkości, wszystkie gwiazdy są efektywnie w odległości nieskończoności. Jako gatunek bardzo ciężko nam dotrzeć na Księżyc, a wyprawę na Marsa już uważamy za największą misję załogową w historii ludzkości. A przecież egzoplanety są znacznie dalej.

prof. Stephen Kane, astrofizyk z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside

W ciągu 20-30 lat wyślemy ludzi na Marsa, ale mało prawdopodobne jest, byśmy udali się dalej – np. w okolice orbity Jowisza – w ciągu najbliższych stuleci. A to przecież i tak stosunkowo „niedaleko” w kosmicznej skali. Trzeba pamiętać, że odległość do najbliższej gwiazdy poza Układem Słonecznym jest 70 000 razy większa niż odległość do Jowisza. Nie mamy technologii, by tam dotrzeć.

Z drugiej strony, wiele rzeczy wydawało się poza zasięgiem człowieka w przeszłości. Przecież to samo mówiono o locie braci Wright czy pierwszej operacji serca. Podróże kosmiczne to znacznie bardziej złożona kwestia. Fizyka wymagana do opracowania innowacyjnego napędu do podróży międzygwiezdnych jest nieznana. Nie ma pewności, że kiedykolwiek ją odkryjemy. Wymagałoby to fundamentalnych zmian w naszym rozumieniu relacji między masą, przyspieszeniem i energią.

Gdzie moglibyśmy się udać?

Chociaż niektóre planety znajdują się w ekosferze (odległości od gwiazdy macierzystej pozwalającej na istnienie wody w stanie płynnym), nie oznacza to, że panują na nich warunki odpowiednie do przetrwania człowieka. Nawet, gdyby dotarcie do nich było możliwe, nie wiadomo, czy dałoby się je skolonizować.

Planeta B - czy ludzkość jej potrzebuje?
Porównanie Ziemi (po lewej) z Kepler 438b (po prawej)

Weźmy pod uwagę dwa przykłady. Kepler 438b, odkryta w 2015 r., orbituje wokół aktywnego czerwonego karła. Przez długi czas planetę tę uważano za najbardziej nadającą się do zamieszkania. Problem z nią jest jednak taki, że nie wiadomo czy Kepler 438b ma pole magnetyczne, które chroniłoby potencjalnych kolonizatorów przed potężnymi rozbłyskami gwiazdowymi. Ziemia ma taką „tarczę” dzięki obecności obracającego się jądra ze stopionego żelaza.

Inną ciekawą kandydatką na drugą Ziemię jest planeta Gliese 667 Cc. Choć naukowcy nie potwierdzili jej rozmiarów, ma ona masę około 4,5 raza większą od Ziemi i jest oddalona od nas o ok. 22 lata świetlne. Co ciekawe, obliczono, że na jej powierzchni panują temperatury oscylujące wokół 30oC. Cechuje ją tzw. obrót synchroniczny, co oznacza, że jedna strona jest stale zwrócona ku gwieździe, a druga pogrążona w wiecznej ciemności.

Zacznijmy dbać o Ziemię!

Nie mamy „planety B”. Mimo że znamy wiele egzoplanet i na niektórych – czysto teoretycznie – być może i dałoby się mieszkać, to do żadnej nie jesteśmy w stanie dotrzeć. Wystarczy zobaczyć, jak długo zajmuje nam lot załogowy na Marsa, a przecież mówimy o odległościach znacznie większych.

Wniosek jest zatem jeden: musimy dbać o Ziemię, bo będziemy musieli jeszcze trochę tu zostać.

Planeta B - czy ludzkość jej potrzebuje?
Tak może wyglądać wschód słońc na Gliese 667 Cc

Nasz gatunek liczy ok. 250 000 lat – to dość mało patrząc na mechanizmy rządzące ewolucją. To, czego nauczymy się podczas ochrony Ziemi, przyda się w terraformowaniu innych światów. O ile, w ogóle kiedykolwiek będziemy w stanie tego dokonać.

Mimo że nie ma „planety B”, to niewykluczone, że kiedyś ją znajdziemy. Być może do tego czasu ludzkość opracuje technologie pozwalające na dalekie podróże, a tym samym zapewnimy sobie swoisty „wentyl bezpieczeństwa”. Trzeba pamiętać, że nic nie trwa wiecznie, a Ziemia kiedyś zostanie zniszczona – prawdopodobnie przez powiększającego się czerwonego olbrzyma, którym stanie się Słońce. Co do tego czasu stanie się z ludźmi? To pytanie, na które nie ma odpowiedzi.

Chcesz być na bieżąco z WhatsNext? Obserwuj nas w Google News