Reklama

Wybrano najgorszy rok w historii ludzkości. I wcale nie chodzi o 2020

wulkany drony, badanie wulkanów, aktywne wulkany drony, drony badawcze

Wiele osób zapewne stwierdziłoby, że 2020 był najgorszym rokiem w historii ludzkości. To oczywiście nieprawda, choć trudno jest dokonać tego typu wyboru w obiektywny sposób.

Michael McCormick i jego współpracownicy postanowili jednak wyłonić niechlubnego zwycięzcę. Wbrew pozorom nie wygrał ani 1918, ani 1939, ani nawet 1347, kiedy to w Europie rozpoczęła się epidemia Czarnej Śmierci. Ustalenia na ten temat został opublikowane na łamach Antiquity.

Czytaj też: Cahokia to miasto zamieszkałe dawniej przez tysiące ludzi. Archeolodzy nie wiedzą, co się z nimi stało

Okazuje się, że najgorszy rok w historii miał miejsce niemal 1500 lat temu, w 536 roku. Bizantyjski cesarz Justynian Wielki panował wtedy od dziesięciu lat, a ówczesne wydarzenia nie zwiastowały niczego, co miałoby zaburzyć nudną prozę życia. Nie dochodziło do większych bitew, nie szerzyły się też choroby zakaźne mające pandemiczny potencjał. I właśnie w 536 roku, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się tajemnicza mgła, która zasłaniała Słońce.

To z kolei przełożyło się na gwałtowne spadki temperatur, co wywołało prawdziwy efekt domina. Pojawiły się susze, nieurodzaj, opady śniegu latem i wszechobecny głód. Zebrane przez naukowców dowody sugerują, że winnymi całego zamieszania były wulkany, a dokładniej rzecz ujmując – ich erupcje. Potwierdzenia tego typu teorii znajdują się m.in. w lodowych rdzeniach z Antarktydy oraz słojach drzew.

536 to zdaniem historyków najgorszy rok w historii ludzkości – stały za nim najprawdopodobniej erupcje wulkanów

Szczegółowe analizy rdzeni lodowych z lodowca Colle Gnifetti na granicy Szwajcarii i Włoch, przeprowadzone w 2018 roku, dostarczyły nowych informacji na temat niezwykle trudnego okresu w ludzkiej historii. Rdzenia lodowe stanowią idealne kapsuły czasu, ponieważ tworzące je warstwy gromadzą się stopniowo za sprawą corocznych opadów śniegu. Tym samym sprawdzanie poszczególnych warstw dostarcza informacji na temat kolejnych lat.

Dzięki temu naukowcy oszacowali, że w 536 roku popiół wulkaniczny i materiały piroklastyczne zmieszały się z warstwą lodu, co sugerowało zachodzenie potężnych erupcji wulkanicznych. Rdzenie lodowe z Grenlandii i Antarktydy dostarczyły dowodów na wystąpienie drugiej erupcji w 540 r., która pogorszyła sytuację. Jakby tego było mało, rok później rozpoczęła się dżuma Justyniana.

Czytaj też: Dowiedzieliśmy się, kiedy był najnudniejszy dzień w historii

Po stu latach, w okolicach 640 roku, w osadach zaczęły pojawiać się zanieczyszczenia, m.in. w postaci ołowiu. Oznacza to, iż ówcześnie ludzie postanowili wydobywać i wytapiać srebro z rud ołowiu. Innymi słowy: gospodarka zaczęła się odbudowywać, a społeczeństwo – wychodzić z kryzysu. Szczególnie interesujący wydaje się fakt, że ponowny zanik ołowiu z zapisu w rdzeniach lodowych nastąpił w latach 1349-1353, w czasie których szalała Czarna Śmierć.