Masowe wymieranie na Ziemi mogło być wywołane czynnikiem, którego nie brano wcześniej pod uwagę

Artykuł opublikowany na łamach Nature Communications sugeruje, że tzw. wymieranie permskie, które doprowadziło do wyginięcia większości występujących ówcześnie gatunków, mogło być powiązane z erupcjami wulkanicznymi. Zaskakujący wydaje się jednak pewien szczegół.

Wymieranie permskie, określane przez niektórych mianem matki wielkich wymierań, miało miejsce około 250 milionów lat temu. To właśnie wtedy śmierć poniosło około 90 procent morskich organizmów. W mniejszej, ale wciąż porażającej skali, kryzys doświadczył również innych zwierząt, takich jak gady, płazy czy owady. Łącznie na lądzie wyginąć mogło nawet 3/4 gatunków.

Czytaj też: Tykające bomby. Wulkany tuż przed erupcją – Top 10

Zaskakujący wniosek płynący z nowych badań sugeruje, że ważną rolę w tym wymieraniu odegrał nikiel, którego ogromne ilości trafiły do ziemskiej atmosfery. Co ciekawe, naukowcy sugerują, że kryzys sprzed milionów lat był na tyle poważny, że do odbudowy morskich ekosystemów potrzeba było aż trzech milionów lat. Wracając jednak do genezy wymierania permskiego, to głównymi winowajcami wydają się syberyjskie wulkany. Ich erupcje zbiegają się bowiem ze zniknięciem ówczesnych gatunków.

Masowe wymieranie permskie jest określane matką wielkich wymierań

Główna autorka nowego badania w tej sprawie, Dr Laura Wasylenki, znalazła wraz ze swoimi współpracownikami izotopy niklu ukryte w skałach osadowych sprzed 252 milionów lat. Próbki pochodzą ze Sverdrup Basin i cechują się najwyższym odsetkiem izotopów niklu kiedykolwiek wykrytym w skałach osadowych. Biorąc pod uwagę lokalizacje kontynentów wchodzących w skład Pangei, dzisiejsza Syberia była wtedy stosunkowo blisko wspomnianego Sverdrup Basin.

Czytaj też: Grozi nam masowe wymieranie. Może spełnić się scenariusz sprzed 252 mln lat

Nikiel, ze względu na jego wysoką toksyczność, mógł więc odegrać niechlubną rolę w uśmierceniu tysięcy ziemskich gatunków żyjących w okresie permu. Poza tym, Wasylenki sądzi, iż emisje niklu doprowadziły do zakwitów mikroorganizmów produkujących metan. W efekcie spadła ilość tlenu, a wzmocnieniu uległ efekt cieplarniany. Na podobnej zasadzie, choć w wolniejszym tempie, dochodzi obecnie do wzrostu temperatur wywołanego emisjami dwutlenku węgla oraz metanu.