Co ryzykujecie, wyłączając komputer za szybko?

wyłączanie komputera, proces wyłączania komputera, ryzyko wyłączania komputera, jak wyłączac komputer, jak nie wyłączać komputera, skutki złego wyłączenia komputera, komputer nie działa po wyłączeniu

Każdy zapewne to przechodził – stare dzieje, wolne dyski HDD i długie. Okropnie długie czasy oczekiwania na zamknięcie systemu. Rozwiązanie? Chamskie odcięcie zasilania.

Jestem tym samym pewny, że żaden z Was nie zastanawiał się nad konsekwencjami, do jakich takie działania mogą doprowadzić… chyba że po jednej takiej akcji nagle albo system odmówił posłuszeństwa, albo co gorsza – sam sprzęt. Nie myślcie bowiem, że takie traktowanie naszego komputera nie niesie za sobą konsekwencji, choć przed nimi często udaje nam się uciec. Dlaczego? No cóż, kwestia szczęścia.

Ale chwila. Przecież porzuciliśmy już dyski talerzowe na rzecz znacznie wydajniejszych modeli SSD z myślą o postawieniu na nich systemu, więc czy problem nadal występuje? Zresztą, czy ktokolwiek teraz w ogóle przejmuje się odcinaniem zasilania po wyłączeniu komputera? Odpowiadając na pierwsze pytanie, to tak – to prawda. Teraz nasze systemy działają, jak rakiety dzięki półprzewodnikowym dyskom, ale ciągle możemy stawić czoła, w którym dręczą go chwile zwątpienia. Na ciebie patrzę, panie Windows Update „to może potrwać chwilę”. 

Odpowiadając z kolei na drugie pytanie, to już kwestia osobista, więc sami przypomnijcie sobie, czy dbacie o „wyłączenie listwy”, czy nawet po prostu odcięcie zasilania z tyłu na zasilaczu. Sam robię to za każdym razem i nawet specjalnie wyposażyłem się w dedykowany przedłużacz z zabezpieczeniem antyprzepięciowym, żeby uchronić się przed „tęczą w pokoju”, bijącą z myszki, słuchawek, klawiatury i podświetlenia w obudowie. I wiecie co? Często kusi mnie, żeby po kliknięciu „zamknij system” strzelić szybko w przełącznik na listwie i zająć się czymś innym. Życie nauczyło mnie jednak, że nie warto *smutna muzyczka*, *jakiś filtr vintage* i uwaga. Start retrospekcji:

To był piękny zimowy poranek, tuż przed świętami, kiedy każde dziecko przygotowywało się na jedno – dziesiątki godzin grania w przerwie od szkoły. Chociaż słońce nie było w stanie przedrzeć się przez wszechobecną szarość, spadający śnieg nadawał temu momentowi uroku… aż do momentu, w którym „młody ja” przytrzymał przycisk on/off komputera przez kilka sekund. Wiecie, trzeba było szybko wziąć się za poważną pracę (mama wołała na obiad). Sam komputer się wyłączył – jak zawsze zresztą, ale po powrocie włączyć się już nie chciał. Powód? System operacyjny odmówił posłuszeństwa i to do tego stopnia, że o jego włączeniu nawet trybie awaryjnym można było pomarzyć. To jednak nie było najgorsze. Szybkie postawienie systemu na specjalnie wydzielonej dla niego partycji… i niestety kolejne rozczarowanie. Z drugiej partycji na tym samym dysku nie dało się odczytać plików zapisów zacnej gry, bo Gothica 2. 

Ta przygoda nauczyła mnie wielu rzeczy. W tamtym momencie zrozumiałem, że odrabianie postępów z kilku tygodni nawet podczas wolnego nie jest wcale takie szybkie… i że kilka lat później posłużę się tym przykładem, żeby wyjaśnić Wam to, jak ważne jest pozwalanie systemowi na „spokojne zamknięcie się”. Jest to bowiem świetny przykład na to, co naprawdę ryzykujecie, czyli utratę plików i swojej pracy. Nieważne, czy tej w grze, czy do “pracy pracy”. 

Zacznijmy jednak od samego początku, czyli tego, co się dzieje, kiedy naciśnięcie przycisk on/off, czy kliknięcie „zamknij system”. Wtedy rozpoczyna się raz krótszy, a raz dłuższy proces, w którym komputer przechodzi przez szereg kroków, mających za zadanie chronić twoje pliki i pracę, nad którą pracujesz. Stąd zresztą częsty zapewne widok ekranu, kiedy to Windows „prosi” o zamknięcie konkretnych programów. To jest jednak kwestia, którą widać, jak na dłoni.

W tle bowiem, system operacyjny po zainicjowaniu jego wyłączenia, wysyła szereg sygnałów do programów i usług, że czas już iść spać. Te z kolei przygotowują się na zamknięcie, dbając o to, aby się „nie uszkodzić”, bo nic nie jest w stanie Was zapewnić, że określone programy nie zapisują czegoś akurat w momencie wyłączania. Może to być aktualizacja gry, wcześniejsze pobieranie jakiejś paczki plików, a nawet wprowadzane w rejestrze zmiany… z nim z kolei lepiej nie zadzierać. 

chkdsk w CMD i jazda!

Dochodzi tym samym do uszkodzenia plików. To w najlepszym przypadku po prostu wymusi powtórzenie operacji, a w najgorszym instalację programu od nowa. Ratunkiem wtedy może się też okazać sprawdzenie spójności plików. Jeśli te utraty będą sprowadzać się do wyłącznie konkretnych programów, to nie jest nawet tak źle, ale nic nie zagwarantuje Wam, że uszkodzeniu nie ulegną inne, nawet systemowe pliki. Zwłaszcza na dyskach HDD. 

Finalnie można też wspomnieć o dzisiejszej pladze, czyli aktualizacjach systemu. Podczas nich niech nawet nie przejdzie Wam przez myśl, żeby odcinać zasilanie, bo wtedy Windows przechodzi ogromne zmiany. Tak ogromne, że szansa na jego bezpowrotne uszkodzenie jest bardzo wysoka, dlatego powinniście nawet zadbać z wyprzedzeniem o odpowiedni poziom naładowania baterii, czy nawet awaryjne źródło zasilania w postaci UPSu. 

Sami musicie więc odpowiedzieć sobie na pytanie, „czy warto ryzykować” postawieniem systemu na nowo albo odrabianiem postępów w grze/pracy, oszczędzając kilkadziesiąt sekund? Jeśli odpowiedź przyjmuje jedyną słuszną postać i brzmi „nie”, to jednak udzielę Wam wyjątkowego pozwolenia na tak brutalne traktowanie sprzętu, ale tylko w momencie, kiedy system się zawiesi.