Brytyjski szczep koronawirusa jednak nie tak zakaźny? Duńczycy uspokajają

pandemia

Analiza przeprowadzona przez naukowców ze Statens Serum Institut w Kopenhadze wykazała, że zmutowany szczep koronawirusa, zwany B.1.1.7, jest o 36 procent bardziej zakaźny niż poprzednie wersje.

Przypominamy, że jest to znacznie niższa wartość od dotychczas wyznaczanych. Pierwsze szacunki, opracowane przez Brytyjczyków i podane przez Borisa Johnsona sugerowały, że tamtejsza mutacja przenosi się o 70% łatwiej od wcześniejszych.

Czytaj też: Pieniądze, dla każdego kto zachoruje na COVID-19. Zaskakujący pomysł Brytyjczyków
Czytaj też: Niemcy wykryli nową mutację koronawirusa. Merkel wzywa do podjęcia działań
Czytaj też: Rodzina z COVID-19 nie poczuła dymu. Jej członkowie cudem uciekli z pożaru

W kolejnych dniach wartość ta zaczęła spadać, m.in. za sprawą naukowców z London School of Hygiene and Tropical Medicine, którzy ocenili, że B.1.1.7 jest o 56% bardziej zakaźny.

Brytyjski szczep koronawirusa został oficjalnie wykryty w połowie grudnia

Teraz do akcji wkroczyli Duńczycy, określając tę wartość w przedziale od 20 do 50% i ostatecznie ustalając ją na 36%. Sami zainteresowani przyznają jednak, że są to szacunkowe dane, do których należy podchodzić z pewnym dystansem.

Czytaj też: Naukowcy są gotowi do „aktualizowania” szczepionki na koronawirusa
Czytaj też: COVID-19 gorszy niż palenie. Poznaliśmy wyniki badania dot. płuc
Czytaj też: „Brytyjski” szczep koronawirusa był w USA 6 tygodni wcześniej

I choć władze Wielkiej Brytanii poinformowały o wykryciu opisywanej mutacji w połowie grudnia, to wiemy, że pojawiła się ona znacznie wcześniej. Świadczą o tym m.in. wyniki badań ze Stanów Zjednoczonych, gdzie stwierdzono obecność B.1.1.7 już na początku listopada. Eksperci szacują, że mutacja, zwana szczepem Kent, mogła faktycznie wystąpić w okolicach września ubiegłego roku.

Chcesz być na bieżąco z WhatsNext? Obserwuj nas w Google News