Recenzja Kena Bridge of Spirits

kena bridges of spirits

Kena Bridge of Spirits jest bardzo nierówną grą, która ostatecznie się broni. Debiut studia Ember Lab może jednak niektórych odrzucić. Jak wyglądają nasze wrażenia z tej produkcji?

Kena Bride of Spirits. To było dziwne

Już dawno przy żadnej grze nie miałem tak skrajnych uczuć, co do oceny produkcji. Początek był świetny. Gra wciąga od razu, rzuca nam kilka wątków, gra się bardzo dobrze i chcemy więcej. Ale potem przychodzi czas na zweryfikowanie swoich oczekiwań wobec tej produkcji, bo nagle okazuje się, że choć gra wygląda jak AAA, to jednak bliżej jej do produkcji AA, a nawet myślę, że trochę niżej.

Przejście głównego wątku (bez robienia wszystkich pobocznych rzeczy) zajmie nam około siedem godzin, ale możliwe, że będą, to godziny podczas, których będziecie wciągnięci tak, że nie wiadomo kiedy zleci Wam godzinka gry, by potem przez najbliższe pół godziny marzyć o tym, aby to się już skończyło. Potrafiło być tak słabo, że nie wiem, czy gdybym nie recenzował tej produkcji, to bym jej po prostu nie zostawił na później lub wyrzucił z dysku, a jednocześnie potrafiło być tak dobrze, że chciałem jeszcze tylko kawałek dalej przejść. Ale cieszę się, że ją skończyłem. Mimo wszystko.

Ember Lab zbudowało coś nietypowego

Studio, które dotychczas zajmowało się animacjami postanowiło przygotować grę wideo. Efekt? Kilkunastu pracowników przygotowało oprawę graficzną i animacje, które przywodzą na myśl tytuły wysokobudżetowe, ale jednocześnie widać, że nie zdołało jeszcze do końca pojąć, w jaki sposób budować gameplay. Przez to, że najpierw patrzymy na grafikę, można się zdziwić co do całości.

W Kena Bridge of Spirits wcielamy się w postać, a jakże, Keny, która stara się dotrzeć do… Mountain Shrine. Tak, gra nie posiada spolszczenia, więc jeśli nie znacie angielskiego na poziomie, powiedziałbym B1, to troszeczkę stracicie. Wątki gry kręcą się wokół dusz, energii życiowej i innych bajecznych spraw i choć potrafią nawet jakieś emocje wywołać, to jednak nie powiedziałbym, że grałem ze względu na fabułę (a zwykle tak jest w moim przypadku).

Czytaj też: Recenzja Ghost of Tsushima Director’s Cut

To rozgrywka w postaci eksploracji, odkrywania przedmiotów, odblokowywania przejść czy walki sprawia w Kena Bridge of Spirits największą frajdę, jednakże tak jak wspominałem o tym wcześniej – poziom nie jest utrzymany przez całą grę. Widać to już nawet przy pomyśle na zadania, które w kółko polegają na tym samym – udaj się do trzech lokacji, a potem wróć do innej, aby popchnąć fabułę do przodu.

Czasem Ember Lab udało się przygotować taką kombinację elementów gry, że zabawa jest więcej, niż dobra, a czasem prowadzą nas po tak schematycznej ścieżce, bez żadnych urozmaiceń rozgrywki, że macie dość. Widać, że ekipa musi się jeszcze trochę nauczyć, ale chrzest bojowy przeżyli i wierzę, że teraz będzie tylko lepiej.

Technologia Kena Bridge of Spirits

Kena Bride of Spirits miałem przyjemność (a czasem nieprzyjemność) ogrywać na PlayStation 5. Tytuł oferuje dwa tryby graficzne, gdzie jeden stawia na płynną rozdziałkę i 60 klatek na sekundę (które chrupnie Wam co najwyżej przy ostatnich pojedynkach z bossami), a drugi 30 fps, ale natywną rozdzielczość 4K. Cóż, widać, że tryb faworyzujący rozdzielczość jest ładniejszy i gra robi wtedy efekt „wow” (choć poziom Ratchet and Clank Rift Apart to to nie jest), ale Kena Bridge of Spirits wygląda na tyle ładnie w trybie płynności, że warto jednak postawić na 60 fps.

Czytaj też: Wrażenia z Call of Duty Vanguard Beta

Jeśli chodzi o udźwiękowienie, to… dopiero w tej chwili, gdy piszę ten tekst, dotarło do mnie, że ani razu muzyka czy przygotowane dźwięki nie sprawiły, że zwróciłem na nie uwagi. Czyli z jednej strony nie będziecie zgrzytali zębami słysząc to, co przygotowała ekipa Ember Lab, ale z drugiej strony fani tego elementu gry, raczej nie będą mieli czego słuchać po zakończeniu zabawy.

Produkcja w wersji PS5 wykorzystuje kontroler DualSense tylko do tego, aby naciąganie cięciwy łuku powodowało mały opór, a silny atak wywoływał identyczny efekt. Wykorzystanie pada w tej kwestii jest minimalne i szkoda, że nie pokuszono się o wyciśnięcie z niego więcej. Dobra wiadomość jest taka, że Kena wykorzystuje system podpowiedzi dostępny z menu konsoli. Jeśli jakiś pojedynek czy zagadka środowiskowa sprawi, że utkniecie w miejscu, nie musicie odpalać YouTube, a wystarczy kilka kliknięć i możecie obejrzeć przygotowane przez twórców wideo objaśniające, jak zaliczyć dany etap.

Co z tą Keną zrobić…

Kena Bridge of Spirits było dla mnie bardzo dziwną grą. Jakim cudem twórcy zrobili coś, co miałem ochotę jednocześnie porzucić i jednocześnie bawić się dalej? Dlaczego pod koniec gry cieszyłem się, że ukończyłem tę produkcję, ale też czułem ulgę? Kena jest dziwnym tworem – nie dla każdego. Ember Lab dzięki doświadczeniu w animacji i wsparciu Sony, zdołało zrobić grę zjadliwą. Gdyby nie ich mistrzostwo w grafice i pomoc z Japonii… dostalibyśmy potworka.