Alfred Nobel. Człowiek, który przeczytał własny nekrolog

Alfred Nobel za życia słynął z wynalezienia dynamitu. Ten szwedzki chemik, inżynier i przemysłowiec zarejestrował w sumie ponad 350 różnych patentów oraz stworzył sieć laboratoriów i fabryk materiałów wybuchowych w 20 krajach na całym świecie.W 1888 roku brat Alfreda – Ludwik – zmarł we Francji na atak serca. Wówczas tamtejsze gazety wydrukowały nekrologi Ludwika, a wśród nich co najmniej jeden został omyłkowo zatytułowany nie na Ludwika, a właśnie na Alfreda Nobla.

Artykuł to wersja tekstowa jednego z 15 odcinków nowego sezonu podcastu “Historia jakiej nie znacie”. Możesz go słuchać uruchamiając player poniżej:

Jego tytuł brzmiał „Le marchand de la mort est mort” czyli „Kupiec śmierci nie żyje”, obwieszczając, że „wczoraj zmarł doktor Alfred Nobel, który zbił fortunę, szukając sposobów jak najszybszego zabicia jak największej liczby ludzi”

Gdy Alfred przeczytał swój nekrolog był przerażony myślą, że zostanie zapamiętany w ten właśnie sposób. W testamencie spisanym kilka lat później przeznaczył ponad 90% swojego olbrzymiego majątku na utworzenie funduszu, który miał być dzielony w formie nagród za osiągnięcia w dziedzinie fizyki, chemii, medycyny, literatury czy na polu krzewienia idei pokojowych.

Ironią historii pozostaje fakt, że od 1901 roku Norweski Komitet Noblowski przyznaje najbardziej prestiżowe wyróżnienie na świecie – Pokojową Nagrodę Nobla – w każdą rocznicę śmierci Alfreda Nobla, który istotnie przyczynił się do rozwoju techniki wojskowej i eskalacji zbrojeń w XX wieku. Alfred był bowiem nie tylko wynalazcą dynamitu, ale także konstruktorem detonatorów i zapalników, które miały zastosowanie we wszystkich wojnach ubiegłego stulecia. Mimo to znany jest on dziś przede wszystkim ze słynnych nagród tytułowanych jego nazwiskiem.

Lecz nie on jeden ustanowił patent na nieśmiertelność

Andrew Carnegie, który wychował się w biednej szkockiej rodzinie, jako nastolatek wyemigrował do USA. Zaczynał pracę w przędzalni bawełny, by u szczytu swojej kariery produkować więcej stali niż cała Wielka Brytania. Był najbogatszą osobą na świecie i jednocześnie uosobieniem kapitalistycznego krwiopijcy. Dniówka w jego zakładach pracy potrafiła trwać 12 godzin, nie uznawał świąt, związków zawodowych i strajków, a robotnikom płacił najniższe możliwe stawki. 

„Przez pierwszą część życia człowiek powinien gromadzić bogactwo, przez drugą – dzielić się nim. Bo ten, kto umiera bogaty, umiera w hańbie”, zwykł mawiać. W 1901 roku wycofał się z biznesu, a swoje firmy sprzedał za 400 mln dolarów, czyli za równowartość co najmniej 20 mld dzisiejszych dolarów. Następnie przystąpił do dzielenia się bogactwem, przeznaczając blisko 90% swojego gigantycznego majątku na budowę tysięcy bibliotek, Uniwersytetu w Edynburgu, czy nowojorskiej sali koncertowej. To właśnie on w wieku 54 lat napisał „Ewangelię bogactwa” uchodzącą do dziś za wykładnię filantropii.

Każdemu z fundowanych obiektów nadawał swoje nazwisko. Nowojorską salę koncertową nazwał Carnegie Hall, kompleks muzealny w Pittsburghu – Carnegie Museum, a badania w dziedzinie fizyki i biologii wspierała jego Carnegie Institution.

Najbardziej osobliwe wsparcie dostało Princeton University. Gdy rektor uniwersytetu zwrócił się do Carnegie o wsparcie finansowe futbolu amerykańskiego, ten odpowiedział, że nienawidzi tego brutalnego sportu, ale może zasponsorować wioślarstwo. Rektor się zgodził, a filantrop ku powszechnemu zdziwieniu uczelni nie przekazał łodzi, lecz… jezioro, na którym zbudowano tor regatowy. 

Jak sam mawiał, postępował zgodnie z „Ewangelią bogactwa”, która zobowiązywała go do zwrócenia społeczeństwu tego, co zabrał. W tym celu kierował się tymi samymi zasadami prowadzenia działalności, które uczyniły go bogaczem. 

Podejście Carnegie do filantropii zyskało na popularności. W ciągu następnego stulecia bogaci darczyńcy poszli w ślady Carnegie, doskonaląc sztukę wydawania pieniędzy na dobro wspólne. Było to traktowane jako inwestycja finansowa, a najbogatsi gromadzili darowizny na cele charytatywne wykorzystując znajomości i umiejętności, które nabyli w biznesie. Tradycyjni darczyńcy mieli skromniejsze cele i nie oczekiwali wiele w zamian za swoją hojność, w przeciwieństwie do nowej amerykańskiej filantropii, która była kapitalistycznym przedsięwzięciem na rzecz poprawy społecznej i… sposobem na bycie zapamiętanym.

W ślad za Carnegie poszedł między innymi Rockefeller, który już w wieku kilku lat sprzedawał kolegom cukierki, a pierwszą pracę zdobył jako 16-latek

Podobnie jak Andrew, John wzbogacił się na agresywnym kapitalizmie. Założony przez niego koncern naftowy Standard Oil albo przejmował, albo doprowadzał do bankructwa słabszych konkurentów. Wielu z nich w desperacji popełniało samobójstwo.

Na przełomie XIX i XX wieku Rockefeller kontrolował ok. 90% rynku ropy, a wartość jego majątku szacowano na niemal 2% całego dochodu narodowego USA. 

Jako baptysta przekazywał Kościołowi 10 proc. swoich dochodów. Mimo to był najbardziej znienawidzonym przedsiębiorcą Ameryki. Chociaż nie okazywał tego publicznie, dziś wiadomo, że nie czuł się z tym dobrze. Nie chciał przejść do historii jako najbogatszy, ale jednocześnie najbardziej bezwzględny człowiek wielkiego biznesu.

Jednak jego pierwsze próby poprawy reputacji wypadały co najmniej niezręcznie. Wszędzie, gdzie się pojawiał, rozdawał spotkanym osobom monety – dorosłym srebrne, a dzieciom niklowe. Próbując uszczęśliwiać w ten sposób tysiące napotkanych osób, naraził się na drwiny ze strony prasy. Wtedy zmienił strategię. Przekazał 80 mln dolarów Uniwersytetowi w Chicago, co jednak przeszło bez większego echa. Ale utworzony w 1901 roku w Nowym Jorku Instytut Badań Medycznych im. Rockefellera już nie mógł pozostać niezauważony. Instytut wychował 23 laureatów Nagrody Nobla, z czasem zmieniając nazwę na Rockefeller University. To jemu zawdzięczamy m.in. szczepionkę przeciwko żółtej febrze i leki na zapalenie opon mózgowych.

Wyklęte nazwisko Rockefellera z czasem przestało kojarzyć się wyłącznie z żądzą zysku. Ale droga to tego celu nie była prosta. Gdy w 1913 roku Rockefeller zapowiedział ustanowienie wielkiej charytatywnej fundacji swego imienia, prezydent USA William Taft wahał się z wyrażeniem zgody na jej powołanie, obawiając się, że „jest to projekt legalizacji pana Rockefellera”. Samuel Gompers, amerykański działacz związkowy, już nie był tak subtelny oznajmiając, że: „Jedyną rzeczą, jakiej mogą nauczać instytucje założone przez pana Rockefellera, jest to, czego nie należy robić, by nie zostać kimś takim jak on”. Fundacja jednak powstała i do czasu pojawienia się fundacji Billa i Melindy Gates była największą instytucją filantropijną na świecie. Dzięki temu dziś Rockefeller jest synonimem bogacza budzącego szacunek i podziw.

Takie rozumienie filantropii wciąż znajduje swoich naśladowców, szczególnie w USA

W sierpniu 2010 roku czterdziestu amerykańskich miliarderów na czele z Warrenem Buffettem i Billem Gatesem ogłosiło, że oddadzą co najmniej połowę swojego majątku na cele dobroczynne. Podobnie jako Nobel, Carnegie czy Rockeffeler, pragną oni pozostawić po sobie trwały ślad w historii świata. Gdzie nie spojrzeć, wydaje się, że wielcy dobroczyńcy realizują niezwykle ambicje cele: powstrzymują zmiany klimatyczne, reformują edukację, eliminują groźne choroby. 

Jednocześnie fundacje zakładane przez miliarderów spotykają się z olbrzymią krytyką. Według The Atalntic, “Niecharytatywna działalność charytatywna” Zuckerberga i Chan, sprowadza się do unikania podatków i niedemokratycznego przejęcia władzy. Czy właściwie nadają priorytety? Czy wybierają najlepsze możliwe cele? Czy pieniądze wykorzystują w najbardziej efektywny sposób?

Cóż, pozostaje przyznać rację ekonomiście Wesley’owi Mitchell’owi, który w 1912 roku na łamach American Economic Review napisał: „Wydawanie pieniędzy jest łatwe, ale mądre wydawanie pieniędzy jest naprawdę trudne”.

 Andrzej Skasko/ Historia jakiej nie znacie