Test kontrolera MSI Force GC30 V2 do komputerów, konsol, a nawet smartfonów

Test kontrolera MSI Force GC30 V2, test MSI Force GC30 V2, recenzja MSI Force GC30 V2, Force GC30 V2, pad MSI Force GC30 V2

W większości gier wybór między padem, a myszką i klawiaturą jest oczywisty. Podobnie zresztą, jak dla wszystkich użytkowników kontrolerów oczywistym jest wybór układu charakterystycznego dla albo PlayStation, albo Xboxa. Dziś mamy dla Was coś podobnego do sprzętów ze stajni Microsoftu, bo to właśnie po charakterystyczny dla nich układ sięgnął testowany dziś kontroler MSI Force GC30 V2. Nie przedłużając, sprawdźmy, czy jest on wart Waszych pieniędzy.

Pudełko i dołączone wyposażenie

W kartonowym pudełku utrzymanym w jasnej kolorystyce (dla wersji białej) znajdziemy zapakowany w folię kontroler, instrukcję obsługi, wymienną magnetyczną nakładkę, odbiornik USB i dwa białe przewody.

Właśnie tak – dwa. Jeden (200-centymetrowy USB-A do microUSB) służy do ładowania wbudowanego akumulatora i przewodowego trybu pracy z konsolą, czy komputerem, a drugi (30-centymetrowy) łączący microUSB z USB-C, pozwala na połączenie go ze smartfonem z systemem Android, dzięki wsparciu trybu OTG. MSI gwarantuje pełną kompatybilność z Windowsem 7 (lub nowszym), Androidem 4.1 (lub nowszym) i PlayStation 3.

Czytaj też: Test TP-Link Archer AX73 (AX5400). Szybkie Wi-Fi 6 do mieszkania

Wygląd, materiały i jakość wykonania

W białej wersji kolorystycznej MSI Force GC30 V2 jest przyjemny dla oka. Dominującą w nim biel przełamuje jasna szarość, czerń i srebro, ale tylko w formie akcentów, bo głównie przycisków i gumowych wyłożeń. Ta szarość będzie zapewne dla wielu dziwnie znajoma i to nie bez przyczyny, bo MSI jawnie postawiło tutaj na kultowy odcień retro, charakterystyczny dla dawnych sprzętów. To oczywiście zaliczamy na plus. 

Podobnie zresztą, jak ogólny styl obudowy, która choć jest głównie obła, co wpływa pozytywnie na komfort, posiada łącznie trzy ostrzejsze wytłoczenia, nadające całości nieco więcej charakteru. Podobnie zresztą wykończono górną krawędź kontrolera, która straciła nieco obudowy między przyciskami LT/LB, a RT/RB na rzecz małego wcięcia. 

Jak już wspomniałem, układ Force GC30 V2 jest tym „iksboksowym” i co ciekawe, rozmiary tych padów są praktycznie identyczne (15,24 x 10,16 x 6,27 cm vs 15,6 x 10,5 x 6,25 cm). Model MSI jest odrobinę większy i na dodatek lżejszy (212 vs 287 gramów), co w moim przypadku pozytywnie wpływa na samą wygodę. Zwłaszcza że testowany pad jest wykonany z przyjemnego w dotyku, matowego tworzywa sztucznego, które oczywiście nie uchroni Waszych dłoni przed poceniem się, ale samo w sobie sprawia wrażenie czegoś z wyższej półki. 

Nieco lepszy chwyt zapewniają z kolei wspomniane gumowe wstawki na bokach z wypustkami (mające kontakt z środkową częścią dłoni). Pełnią też ewidentnie funkcję wizualną, jako że kolorystycznie powiązany z nimi plastik rozciąga się przez całą długość pada, maskując tym samym łączenia dwóch części obudowy. Nie są one połączone w specjalnie finezyjny sposób – ot przykręcone do siebie sześcioma śrubkami widocznymi gołym okiem na przodzie. Poza nimi MSI umieściło z tej strony modelu Force GC30 V2 jedynie ukryty przycisk resetu do ustawień fabrycznych.

Czytaj też: Test mikrofonu Blue IcePop dla zestawów słuchawkowych Logitech Pro

Reszta elementów jest już standardowa. Jednak jako że ten pad działa zarówno w trybie przewodowym, jak i bezprzewodowym, jego złącze microUSB służy zarówno do podłączenia do sprzętu, jak i ładowania wbudowanego 600 mAh akumulatora litowo-jonowego. Ten z kolei wystarcza na około 7-9 godzin rozgrywki zależnie od intensywności na jednym ładowaniu, trwającym od 2 do 3 godzin. Tryb ładowania sygnalizują stale świecące diody, które zaczynają migać, kiedy pokład energii zacznie się wyczerpywać. 

Obok tradycyjnych dwóch analogowych gałek, D-pada z dwoma wymiennymi metalowymi nakładkami, pary przycisków funkcyjnych i zestawu wypukłych X/A/B/Y, MSI oddało również specjalną rolę temu sygnowanemu swoim logo. Ten pod Windowsem odpowiada m.in. za aktywację nakładki gry, ale na poziomie samego kontrolera to z jego użyciem wybieramy jeden z czterech trybów działania (domyślny, analogowy, cyfrowy, dla Androida). Informuje o nich konkretna kombinacja czerwonych diod LED w samym centrum kontrolera, które można odczytać z naklejki znajdującej się na podstawie. O ile pierwszy i czwarty tryb jest oczywisty, to te dwa pomiędzy (analogowy i cyfrowy), odpowiadają po prostu kolejno za możliwość przypisywania funkcji do gałki oraz D-pada. 

Zanim przejdziemy do moich subiektywnych wrażeń z grania na MSI Force GC30 V2, warto jeszcze wspomnieć o tym, czym chwali się producent. Nie ma jednak tutaj tego zbyt wiele. Mowa bowiem o wbudowanych dwóch silniczkach wibrujących, przełącznikach o wytrzymałości do 2 milionów kliknięć i dolnym triggerom na tyle (LT/RT), działającym nie zero-jedynkowo, jak reszta przycisków, a płynnie, oferując 256-poziomową czułość.

Jak na MSI Force GC30 V2 się gra?

Zacznijmy może od tego, że MSI Force GC30 V2 trzymało mi się w dłoni pewnie i przyjemnie, ale nie obyło się bez mniejszych problemów przez moje wieloletnie przyzwyczajenie do kontrolera z… PlayStation 3. Oczywiście te oba pady, to dwa zupełnie inne światy, ale muszę przyznać, że samo umiejscowienie przycisków tylnych w MSI Force GC30 V2 nie było dla moich dużych dłoni, zbyt ergonomiczne. Nie tyle pod kątem wagi, czy kształtu, a… przycisków na tyle.

Wszystko sprowadza się do pozycji zarówno płynnie działających triggerów, niewymagających przesadnie dużej ilości siły do aktywacji, jak i przycisków LB/RT. Moje palce zwyczajnie nie odnajdywały się na nich, przez co w poszukiwaniu najwygodniejszego układu te wskazujące lądowały tuż pod LB/RT, a te środkowe poza bryłą. Trzymanie ich w pogotowiu wymagało ode mnie nieco wysiłku, ale mam wrażenie, że to kwestia przyzwyczajenia.

Nie da się jednak wybaczyć firmie samego sposobu działania LB/RT, które posiadają odmienny charakter aktywacji zależnie od miejsca, w którym wywrzemy na nie nacisk, co doprowadza do wyczuwalnej niespójności. Gdyby tego było mało, jak na mój gust D-pad nieco za bardzo agresywnie powraca do pierwotnej pozycji, co w efekcie generuje głośny hałas przy agresywniejszych ruchach, ale z pewnością znajdzie to swoich zwolenników.

Czytaj też: Test chłodzenia Gelid Glacier RGB

Powyżej zobrazowałem Wam moment, w którym gałki analogowe zaczynają „łapać” sygnał i na sam już koniec wspomnę tylko, że triggery w grach, które nie odczytują poziomu ich wychylenia, aktywują się już przy lekkim nacisku, a nie dopiero po wciśnięciu całego przycisku. Z kolei dwa silniki wibrujące spisują się przeciętnie, bo generowane przez nie wibracje zdecydowanie nie wyrywają z butów.

Test MSI Force GC30 V2 – podsumowanie

Force GC30 V2 można kupić za 210 złotych, czyli o dobre 60 złotych taniej od nowego kontrolera Microsoftu dla konsol Xbox Series X|S. To wbrew pozorom ważna informacja i to zwłaszcza wtedy, kiedy szukacie nowego pada z myślą o komputerze osobistym, bo pamiętajcie, że MSI nie wspomina nic o kompatybilności z konsolami Xbox. Microsoft z kolei jasno zaznacza, że jego kontroler zadziała i tutaj i tutaj. 

Jednak MSI ewidentnie nie celowało w bycie konkurencją dla pada Microsoftu, a czymś bardziej uniwersalnym. Tak – mowa tutaj o zadbaniu o kompatybilność ze smartfonami na Androidzie, co dla wielu może być wręcz kluczowe. Jeśli więc Force GC30 V2 podoba się Wam zarówno na papierze, jak i na zdjęciach, to po spędzeniu z nim kilkunastu godzin mogę zapewnić, że nie rozczarujecie się tym sprzętem w praktyce. Jest komfortowy, solidny (oczywiście nie tak bardzo, żeby wytrzymać szaleństwa graczy Mortal Kombat, czy FIFA), precyzyjny i niezawodny (jeśli idzie o stabilność połączenia) w obu trybach pracy (przewodowym lub bezprzewodowym), a w wersji białej ewidentnie może się podobać. Czy więc trzeba czegoś więcej?