Test myszki wertykalnej Trust Bayo. Niska cena i RGB na pokładzie

Test myszki wertykalnej Trust Bayo, Trust Bayo, test Trust Bayo, Trust, Bayo

Utożsamiana z gamingowym sprzętem marka Trust postanowiła spróbować sił na rynku myszek ergonomicznych i tak też powstał model Trust Bay. Jest on dostępny w cenie około 135 złotych i oczywiście nie poskąpiono mu podświetlenia RGB. Sprawdźmy więc, co ciekawego przygotowała dla nas firma, bo na papierze przygotowała całkiem sporo dobrego.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Albo czegoś nie wiem, albo Trust przeszedł ostatnio małą wizerunkową zmianę, bo zwykle czarno-czerwone opakowanie, zwiastujące rzecz jasna gamingowy sprzęt, zastąpiło teraz biało-pomarańczowe. Wydaje się ono bardziej profesjonalne, ale mam nieodparte wrażenie, że gdzieś już to widziałem (Lioncast?).

Pomijając jednak kwestię wizualną, prosty kartonik z frontowym renderem, odpowiadającym wielkością samego produktu, skrywa w sobie sporo dobra. Sporo, bo oprócz owiniętej w folię myszki i papierków dostajemy malutki odbiornik USB 2,4 GHz i długi na ponad 80 centymetrów przewód USB-A do USB-C. Niestety służy on tylko do ładowania, bo Trust Bayo nie wspiera trybu przewodowego. 

Najważniejsze cechy 

  • Nieznany sensor optyczny 
  • Czułość na 5 poziomach: 800, 1200, 1600, 2000, 2400 DPI
  • Wymiary: 109 x 70 x 83 mm
  • Waga: 110 gramów
  • Materiał: matowe tworzywo sztuczne
  • Przełączniki główne: Huano o wytrzymałości 20 milionów kliknięć
  • Liczba przycisków: 5 + rolka 
  • Interfejs: bezprzewodowy poprzez 2,4 GHz odbiornik USB
  • Wbudowany akumulator
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie RGB na podstawie
  • Gwarancja: 2 lata

Trust Bayo próbuje za wszelką cenę być tanim i „cool”, a to odbija się na wielu ważnych elementach

Test wertykalnych myszek, czyli tych obróconych o 45 stopni tak, aby zapewnić ulgę nadgarstkom podczas pracy, jest dla mnie zawsze wyzwaniem. Do przyzwyczajenia się do tych konstrukcji potrzebuje kilku długich godzin, podczas których moja produktywność nieco traci. Wspominam, o tym nie bez powodu, bo jeśli boicie się przez to sięgnąć po tego typu myszki, mając problem z bólami nadgarstka, spokojnie – z czasem na pewno się przyzwyczaicie. 

Trust Bayo nie odkrywa Ameryki, jeśli mam być szczery. Producent postawił na tradycyjny kształt myszek tego typu, skracając nieco obudowę tak, że moja większa dłoń nie odnajduje się na niej idealnie, bo zwyczajnie opuszki palców „wychodzą” poza główne przyciski. Przez to właśnie jestem zmuszony uginać palce, co kłóci się nieco z ergonomicznością. Nie jest to jednak wada produktu, a mój prywatny problem, bo mniejsze dłonie (kobiece zwłaszcza), odnajdą się na bryle Trust Bayo bez najmniejszego problemu.

A jeśli już o bryle mowa, Trust postawił na pięcioelementową obudowę, łącząc poszczególne części w tak okropny sposób, że powstałe przez to luki między plastikami będą śnić mi się jeszcze długo po nocach. Zwłaszcza że zastosowany plastik, choć dosyć przyjemny w dotyku, nie jest najwyższej jakości i szybko się brudzi, co nie jest problemem w przypadku szarego materiału, budującego przyciski. Tam materiał sprawia znacznie lepsze wrażenie i razem ze skromną wstawką na podstawie poprawia też ogólny aspekt wizualny modelu Bayo. 

Czytaj też: Test wideorejestatora 70mai M300, który ekran porzucił na rzecz aplikacji

Trudno jednak nazwać tę myszkę dziełem sztuki, ale nie można jednocześnie pokusić się o stwierdzenie, że jest zaprojektowana źle. Rozumiem, że wady w jej konstrukcji są poczynione oszczędnością i wcale mnie to nie dziwi, bo Trust Bayo łączy tryb bezprzewodowy, nietypowy format obudowy, pełnię możliwości myszki, nowoczesne złącze USB-C i wbudowany akumulator. Innymi słowy, utrzymując cenę poniżej 150 zł, producent musiał oszczędzać i padło na wykorzystane materiały, proces produkcji i sensor optyczny nieznanego pochodzenia. 

Szkoda tylko, że jednocześnie dodał do modelu bezużyteczne w mojej opinii proste podświetlenie RGB, nadwyrężające budżet na myszkę i funkcyjnie spełniające tylko rolę ostrzeżenia o wyczerpującej się baterii. To podświetlenie może i nie wygląda źle, ale kłuje nieco w oczy, bo nie tylko jest, ale też znacznie skomplikowało podstawę myszki. Na niej znalazł się nie tylko sensor i prosty przełącznik on/off z dodatkowym trybem, włączającym właśnie podświetlenie, ale też sam przycisk do zmiany trybu podświetlenia. 

Całość dopełniają proste ślizgacze z (co ciekawe) zaokrąglonymi krawędziami oraz luka na odbiornik USB. Nie próbujcie jednak wyciągać go palcami, nie ma potrzeby – po prostu uderzcie lekko myszką o dłoń w powietrzu i odbiornik sam „wyleci”. 

Czy z Trust Bayo da się produktywnie pracować? 

Chociaż nietypowa, Trust Bayo posiada tradycyjny zestaw przycisków (dwa główne, dwa boczne, rolkę), dopełniony przez okrągły prosty przycisk na grzbiecie do zmiany czułości. Wszystkie te przyciski działają… przeciętnie, ale nie ma się co nad nimi pastwić, bo do biurowych zastosować będą idealne. Zwłaszcza że ich rozmieszczenie dla mniejszych dłoni nie będzie stanowić żadnego problemu podczas pracy. Do precyzyjnych robótek jednak jej nie polecam.

Czytaj też: Test Sonar i Slider, czyli sprawdzamy peryferia KFA2

Z zasady, kiedy producent o czymś nie wspomina oficjalnie i szeroko w prezentacji produktu, to to coś jest jego wadą. W Trust Bayo tym czymś jest nieznany optyczny sensor, który przez brak oprogramowania jest skazany na operowanie na poziomach 800, 1200, 1600, 2000 i 2400 DPI. Zmieniamy te poziomy z wykorzystaniem przeznaczonego do tego przycisku na grzbiecie, a jeśli idzie o samą precyzję, to jest źle. Tak źle, że nawet program nie był w stanie przeprowadzić stosownych pomiarów przez niespójność sygnału. 

Trust Bayo dręczy cały inwentarz znanych błędów w działaniu sensorów w myszkach, począwszy od nasilonej predykcji, interpolacji i jitteringu wysokiej częstotliwości już na poziomie 800 DPI, jak również akceleracji negatywnej i pozytywnej. Ogólnie więc granie z Bayo w gry wymagające precyzji, to katorga, jak również praca przy zadaniach wymagających precyzji, ale w biurowych zastosowaniach nie powinno być z nią specjalnego problemu. 

Producent nie podaje też tego, na jak długo wystarcza jednorazowe ładowanie, dlatego musimy być skazani na moje obliczenia. Jako że codziennie pracuję od 8-11 godzin na komputerze, głównie pisząc, a nie ruszając myszką, sprowadziłbym ten czas do 6 godzin, żeby uzyskać możliwie najlepszy wynik. Od naładowania do całkowitego rozładowania minęło w moim przypadku 3 dni, co daje na wytrzymałość na jednym ładowaniu rzędu 18 godzin, przy czym nie dbałem w ogóle o to, żeby wyłączać myszkę na przełączniku, a ta ciągle działała z aktywowanym podświetleniem. Spokojnie jednak – Trust zadbał o mechanizm usypiania myszki po pewnym czasie nieaktywności, który wymaga następnie kliknięcia, żeby zadziałał.

Czytaj też: Test KFA2 GeForce RTX 3080 Ti HOF Premium

Test Trust Bayo – podsumowanie

Bezprzewodowa myszka wertykalna w cenie 150 złotych od razu powinna zapalać w naszych głowach czerwoną lampkę. Jednak nie oznacza to, że Trust Bayo jest zupełnie bezużytecznym modelem, który nie znajdzie dla siebie niszy. To kolejna mysz przeznaczona do pracy dla tych, których dręczą bóle nadgarstka przy korzystaniu ze standardowych „płaskich” modeli. Może i nie jest najlepiej wykonana, jej materiały mogły być lepsze, a sensor bardziej precyzyjny, ale sięgając po ten model, zapewniacie sobie bezprzewodowy sprzęt z wbudowanym akumulatorem i jeśli tych dwóch cech akurat szukacie w tej cenie, to Bayo będzie dobrym wyborem.