Test Krux Knockz, czyli taniego zestawu słuchawkowego

Test Krux Knockz, tani zestaw słuchawkowy, Krux Knockz, Knockz

Firma Krux postanowiła zaszaleć w środku lata i zapewnić rynkowi trzy nowe zestawy słuchawkowe w cenie od 79 do 119 złotych. Dziś przyjrzymy się najdroższemu z nich, czyli modelowi Knockz, który względem pozostałych zestawów słuchawkowych na szczęście porzucił podświetlenie RGB. 

Pudełko i dołączone wyposażenie

Charakterystyczne połączenie pomarańczowo-czarnego i „iksowatego” motywu wraz z renderem produktu na froncie rozpoczyna naszą przygodę z Krux Knockz. Zwyczajne kartonowe pudełko jest domem dla równie kartonowego „filaru”, który utrzymuje słuchawki w transporcie w jednym miejscu. W środku nie znajdziemy żadnego plastiku, za co możemy wystawić producentowi ekologicznego kciuka w górę, ale za to znajdziemy odpinany mikrofon i 150-centymetrowy adapter z jednego jacka 3,5 na dwa jacki. 

Najważniejsze cechy Krux Knockz

  • Ogólne
    • Przeważający materiał: tworzywo sztuczne
    • Waga: 213 gramów
    • Słuchawki wokółuszne zamknięte
    • Regulacja rozstawu muszli + ich wychylenia
    • Długość zintegrowanego przewodu do konsoli/smartfona – 120 cm
    • Długość przewodu do komputera – 150 centymetrów
    • Oba przewody cienkie i w nylonowych oplotach
    • Kontroler poziomu głośności i mikrofon na muszli
    • Odpinany mikrofon
    • Brak oprogramowania
  • Przetworniki neodymowe
    • Średnica: 40 mm
    • Impedancja: 18 Ohm
    • Czułość: 120 dB 
    • Pasmo przenoszenia: 20 – 20 kHz

Design, materiały i wykonanie

Wedle Kruxa zestaw Knockz jest eleganckim zestawem słuchawkowym do grania i pracy. Osobiście poszedłbym w inną stronę i powiedział, że to model mający wpisać się w możliwie najszersze grono odbiorców, dzięki zachowaniu kompatybilności z wieloma sprzętami poprzez 4-pinowego zintegrowanego jacka i adapterze do dwóch z myślą o komputerze, czy laptopie, gdzie jeden trafia do złącza słuchawkowego, a drugi do tego mikrofonowego. Sama przewody i złącza nie budzą żadnych zastrzeżeń, prezentując sobą odpowiedni poziom jakości i wytrzymałości, co dotyczy nawet elastycznego wejścia przewodu do muszli w gumowej osłonce. 

Na pierwszy rzut oka same słuchawki również nie wydają się sprawiać wrażenia bubla. Zwłaszcza przez swoje metalowe widełki z wewnętrznymi wytłoczeniami co do poziomu rozstawu Te łączą się z ozdobionymi specjalną wstawką na rantach muszlami wykonanymi z twardego tworzywa sztucznego, zapewniając im regulację wychylenia, jak również elastycznym, metalowym pałąkiem. Tego jednak nie zobaczycie, bo znajduje się pod ładnie połączonymi ze sobą na bokach ściegiem skrawkami sztucznej skóry, będącej też domem dla skromnej ilości przyjemnej w dotyku pianki. 

Dodatkiem wizualnym jest nie tylko wytłoczenie nazwy producenta na wierzchu pałąka, ale też zewnętrznej stronie muszli, które uzupełniają odpowiednio duże skórzane nauszniki. Ich jakość odpowiada obiciu samego pałąka, ale wykorzystana w ich przypadku pianka jest znacznie grubsza i bardziej sprężysta. 

Czytaj też: Test Krux Galacta Pro. Bezprzewodowa lekka mysz za dwie stówy

Resztę dopełniają cieniutkie, ale ukryte w materiałowym oplocie przewody, łączące muszle z pałąkiem bez żadnego zabezpieczenia oraz skromne centrum dowodzenia na tyle lewej muszli. To sprowadza się do prostego przełącznika on/off dla mikrofonu (ten w pozycji „off” kiwa się na boki, wywołując klekot plastiku przy agresywniejszych ruchach głowy) oraz niezależnego potencjometru w formie nieco topornie działającego pokrętła. Nie zabrakło też miejsca na odpinany, prosty mikrofon ukryty pod pianką na trzymającym kształt wysięgniku. 

Wszystko to łączy się w zadziwiająco dobry, jak na 119 złotych zestaw słuchawkowy, ale dręczy go jeden ogromny szkopuł – sposób połączenia widełek z pałąkiem. Tutaj Krux dał ciała, nie dbając o solidne osadzenie metalu w szynach, przez co muszle przy zakładaniu gibają się na boki, pałąk wydaje z siebie klekotanie metalu o plastik i naprawdę łatwo doprowadzić do przypadkowej zmiany ustawienia przy ściąganiu, czy zakładaniu headsetu na głowę. 

Ergonomia Krux Knockz

Ten produkt Kruxa kontynuuje pozytywny trend również w kwestii wygody, dzięki zaledwie 213-gramowej wadze, odpowiednio dużym nausznikom i pałąku. Ten skromny ciężar jest równo rozkładany na naszej głowie i choć nauszniki nie ściskają nas przy uszach zbyt mocno, zestaw trzyma się pewnie nawet przy bardziej energicznych ruchach. Problem „męczenia się” aparatu słuchowego i nagrzewania się małżowin jest jednak w ich przypadku odczuwalny po kilkudziesięciu minutach, ale to problem, który dręczy większość zamkniętych słuchawek ze skórzanymi nausznikami. 

Test dźwięku Krux Knockz

Jeśli macie okazje regularnie słuchać muzyki z innych sprzętów, to z pewnością zrozumiecie mnie, kiedy powiem, że do brzmienia Krux Knockz można się po prostu przyzwyczaić. Kiedy przeniosłem się na nie z zestawu słuchawkowego z górnej półki, tradycyjnie nie mogłem nie skupiać się przez pierwsze kilkanaście minut na brakach, jakie da się wyczuć w ich brzmieniu, ale na następny dzień mogłem już machnąć na to ręką. 

Czytaj też: Test Xtrfy MZ1 RGB. Mała, unikalna i godna opatentowania

Zestaw ten nie brzmi źle… jak na taką cenę. Nie buczy, nie brzęczy i nie generuje przesterów przy wysokich tonach, co jest chyba najważniejsze, jak na tę półkę cenową. Chociaż muzyce z Knockz brakuje ewidentnie charakteru przez ich ciemny charakter i niską dynamikę, coś tam da się posłuchać, a w grach odwzorowanie dźwięków w przestrzeni w żadnym stopniu nie kuleje. Dla niewymagających albo młodszych ten headset sprawdzi się więc dobrze, a dzięki swojej 18-omowej impedancji nieco lepiej sprawdza się na urządzeniach mobilnych.

Test mikrofonu

W fizycznym ujęciu mikrofonowi Krux Knockz niczego nie brakuje, ale jego sprawność nie należy do imponujących. Chociaż jakość dźwięku jest odpowiednia, to niski poziom czułości bezpośrednio odbija się na poziomie głośności. 

Czytaj też: Test Sonar i Slider, czyli sprawdzamy peryferia KFA2

Test Krux Knockz – podsumowanie

Obecnie Krux Knockz jest do kupienia na rynku głównie za 139 złotych, ale znaleźć można oferty, które zgadzają się z ceną 119 złotych. Jak na możliwości tego zestawu słuchawkowego i wykonanie, które dręczą niestety dwie fizyczne wady (przełącznik i regulacja muszli), wydaje się to adekwatną kwotą, choć warto mieć z tyłu głowy, że nie możecie nastawiać się w przypadku Knockz na rewolucje w myśl brzmienia. To po prostu kolejny tani, godny polecenia w tej cenie zestaw, który nie zachwyca, ale dla niewymagających powinien być idealny.