Opaski brzegowe mogą czynić więcej złego niż dobrego. Trzeba znaleźć inny sposób na walkę z powodziami

Tzw. opaski brzegowe mają za zadanie wzmacniać wybrzeża i zapewniać ochronę przed powodziami. Artykuł opublikowany na łamach Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America sugeruje, że nie jest to jednak rozwiązaniem problemu.

Autorzy badań w tej sprawie skupili się na opaskach brzegowych stawianych na amerykańskim wybrzeżu. Zauważyli w ten sposób, że choć zapewniają one pożądane skutki w wybranych miejscach, to jednocześnie potęgują szkody wyrządzane w innych. Innymi słowy: w długofalowej perspektywie potrzeba innych, skuteczniejszych rozwiązań.

Czytaj też: Zmiany klimatu mogą naruszyć nawet ostatni bastion arktycznego lodu

Na czele zespołu badawczego stanął Robert Griffin z University of Massachusetts. Wraz ze współpracownikami połączył on modele hydrodynamiczne i ekonomiczne, żeby oszacować, jakie będą straty wywołane powodziami w Zatoce San Francisco. Pod uwagę wzięto bardzo zróżnicowane scenariusze, odmienne przede wszystkim pod kątem wysokości opasek brzegowych.

Opaski brzegowe mają za zadanie chronić tereny przybrzeżne przed powodziami

Pod uwagę wzięto wzrost poziomu morza o 50, 100, 150 i 200 centymetrów względem poziomu z 2010 roku. Ta ostatnia wartość jest uznawana za najbardziej prawdopodobną w kontekście przewidywań na 2100 rok. Jakie były wyniki symulacji? Naukowcy podają, że opaska brzegowa chroniąca linię brzegową Napa-Sonoma przy wzroście poziomu morza o 2 metry prowadziła do sytuacji, w której dolina Santa Clara i San Leandro doświadczyły powodzi prowadzących do strat wynoszących kolejno 82 mln dolarów i 70 mln dolarów.

Czytaj też: Powodzie będą stanowiły coraz większy problem. NASA wskazuje na dwie główne przyczyny

Zdaniem Griffina podobna zależność może dotyczyć innych regionów świata. Oczywiście istnieje możliwość przekierowania podnoszących się wód z wykorzystaniem opasek brzegowych, ale wymagałoby to świetnego planowania. Musiałyby one trafiać na nisko położone, niezamieszkałe tereny, gdzie żywioł nie wywołałby tak dużych szkód jak na obszarach zurbanizowanych. Podobnego zdania jest Jeremy Porter z First Street Foundation, który widzi w tym przypadk potrzebę współpracy lokalnych władz.