Recenzja Aura Air – czyste powietrze w domu i biurze

Polskie miasta są w czołówce najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Odbija się to na naszym zdrowiu i samopoczuciu, o czym sam się boleśnie przekonałem. Dlatego kiedy tylko pojawiła się możliwość sprawdzenia oczyszczania powietrza Aura Air, od razu skorzystałem z okazji. Tym bardziej że jest to sprzęt z wysokiej półki.

Nie zawsze wierzyłem, jak zanieczyszczone powietrze może komuś aż tak przeszkadzać

Mieszkając przez lata na Podlasiu nie do końca rozumiałem, jak komuś może przeszkadzać powietrze dużych miast. Podczas kilkudniowych wyjazdów do Warszawy owszem, czułem że oddycham zupełnie innym powietrzem, ale traktowałem to zawsze jako ciekawostkę i coś nowego. Ot taki element folkloru wielkiego miasta. Kiedy na stałe przeniosłem się do Warszawy, szybko zrozumiałem, na czym polega problem.

Już po niecałych trzech miesiącach, przy każdym wyjściu z domu czułem się jak na starcie przeziębienia. Miałem spuchnięte oczy, zatkane drogi oddechowe i z moim samopoczuciem nie było najlepiej. Kumulacją było przeprowadzenie się z zielonego Bemowa w zabudowę bardziej miejską. Dzięki temu, z 10. piętra mam widok na bardzo ruchliwą ulicę (po trzy pasy w każdą stronę). To z jednej strony mieszkania, bo z drugiej mam plac budowy ogromnego bloku i masę drzew, z pylącymi na potęgę topolami na czele. Efektem czego codziennie rano mam na biurku warstwę kurzu, piasku i ogólnego pyłu.

Skąd wiem, że to wina powietrza? Prosty przykład. W Warszawie, bez względu na to co robię, ile pracuję i ile śpię, nie mogę się wyspać. Wystarczą dwa dni w Białymstoku i jestem jak nowo narodzony. Po całodziennej, bardzo bolesnej i męczącej sesji tatuowania, wzięciu sporej dawki leków na zbicie temperatury powinienem spać jak dziecko dobre 12 godzin. Tymczasem po niecałych 6 godzinach snu już o godzinie 7 rano biegałem po parku z aparatem jak sarenka. Tak jak uważałem, że jak w ogóle powietrze może komuś przeszkadzać, tak po tych doświadczeniach w pełni to rozumiem. Postanowiłem coś z tym zrobić i zbiegło się to z propozycją przetestowania oczyszczacza Aura Air.

Czym jest Aura Air? Na początek trochę teorii

Aura Air to bardzo zaawansowany oczyszczacz powietrza, który przez całą dobę przeprowadza pomiar jego jakości. Wewnątrz wykonywany jest pomiar czadu, CO2, lotnych związków organicznych, pyłów PM 2.5 oraz PM 10, temperatury oraz wilgotności. Na zewnątrz dodatkowo tlenków azotu, tlenku siarki, ozonu i pyłków. Aura Air wykorzystuje cztery odrębne sposoby filtracji i oczyszczania, w tym promienie UV-C. W urządzeniu znajdziemy filtr HEPA H13, impregnowany miedzią i dodatkową warstwą węgla. Sprzęt jest wydajny i jest w stanie oczyszczać do 350 metrów sześciennych na godzinę. Posłużmy się tutaj schematem udostępnionym przez producenta.

Ciekawostką jest fakt, że swego czasu pojawił się pomysł montowania Aura Air w autobusach komunikacji miejskiej. Pomysł zastosowania oczyszczacza w komunikacji jest potwierdzony badaniami skuteczności w zwalczaniu COVID-19. Badania potwierdzają też 99,9% skuteczność usuwania wirusów, bakterii, pleśni oraz LZO.

To tyle teorii. Teraz jak to zamontować…

Za każdym razem kiedy mam przetestować coś, co potencjalnie może wymagać ingerencji w wystrój lub konstrukcję mieszkania, czuję niepokój. W przypadku Aura Air było podobnie, bo trzeba go przywiercić do ściany… Albo i nie. Otóż urządzenie może też stać, o ile zachowa warunki podobne do tych przy powieszeniu oczyszczacza na ścianie. Czyli musi znajdować się przynajmniej 60 cm nad podłogą lub pod sufitem oraz musi mieć nieco wolnej przestrzeni po bokach. Tak aby zapewnić swobodny przepływ powietrza. Bez problemu znalazłem miejsce na półce i Aura Air wygląda tak.

Urządzenie waży 5,5 kg oraz ma wymiary 37,5 x 37,5 x 15cm. Jest więc względnie kompaktowe i bardzo łatwe w montażu. Wystarczą trzy śruby dołączone do zestawu. Aura Air jest też zwyczajnie ładny. Materiałowe boki, elegancka stylistyka. Łatwo go wkomponować we wnętrze.

Na obudowie nie mamy wielu elementów. Na przedniej ściance widzimy diodę sygnalizującą stan pracy. Z przodu możemy łatwo zdjąć osłonę filtra, przymocowaną na magnesach. Z kolei z tyłu mamy kabel zasilający, który możemy umieścić w przygotowanym kanale, co będzie estetycznie wyglądać po zawieszeniu sprzętu na ścianie.

Czy podłączenie i parowanie Aura Air będzie równie proste?

Okazuje się, że tak. Będziemy potrzebować jednej z dwóch aplikacji – Aura Air lub Aura Business. Czym się różnią? Pierwsza służy do prostej obsługi oczyszczacza oraz monitorowania stanu powietrza w czasie rzeczywistym. Jest rekomendowana do użytku domowego i znajdziemy w niej wszystkie opcje potrzebne do zarządzania oczyszczaczem i monitorowania jego pracy. Jeśli zależy nam na rozbudowaniu systemu o dodatkowe rozwiązania, chcemy mieć dostęp do zaawansowanych wykresów i łatwo nimi zarządzać, wtedy sięgamy po drugą. Dużą zaletą Aura Business jest możliwość dostępu do wszystkich parametrów z poziomu przeglądarki internetowej. Obie aplikacje są po angielsku, ale do obsługi wystarczy podstawowa znajomość języka. Dostępne są też filmiki instruktażowe.

Parowanie ogranicza się w zasadzie do podłączenia urządzenia do prądu, wyszukania go w aplikacji i podłączenia do sieci Wi-Fi. Później pozostaje nam tylko ustawić priorytety – na zminimalizowaniu jakich zanieczyszczeń nam zależy, jak np. różne rodzaje alergenów i warto też ustawić tryb pracy. O czym za moment.

Zrzuty z aplikacji Aura Air

Dzięki Aura Business możemy też poszerzyć cały system, np. poprzez dodanie innych oczyszczaczy lub podpięcie urządzenia do domowej sieci, co daje opcje zarządzania nimi np. poprzez asystenta głosowego Google czy Amazon Alexa.

Jak pracuje Aura Air

Jak wspominałem, warto ustawić odpowiedni tryb pracy Aura Air. Domyślnie ustawiony miałem tryb automatyczny, z przejściem w tryb nocny w godzinach 23-7, ale w domowych warunkach warto w ciągu dnia przejść np. w tryb LOW, w którym urządzenie wykorzystuje 40% swojej mocy i emituje hałas na niskim poziomie 29 dB. Aura Air jest bardzo czuły, o czym za moment i kiedy w trybie automatycznym wykorzystuje 100%, zaczyna szumieć (deklarowane do 42 dB przy standardowej pracy i do 63 dB przy maksymalnych obrotach), choć nie jest to szum głośniejszy niż np. stacjonarnego wentylatora. W domu jednak nie potrzebujemy oczyszczania powietrza w ekspresowym tempie, dlatego pełna moc nada się bardziej do specjalistycznych pomieszczeń, takich jak laboratoria, czy karetki (gdzie Aura Air też może działać). We wspomnianym trybie nocnym oczyszczacz pracuje bezgłośno.

W aplikacji Aura Business i Dashboardzie dostępnym na stronie internetowej producenta, możemy ustawić szereg różnych reguł pracy oczyszczacza. Możemy ustawić np. minimalne i maksymalne poziomy natężenia poszczególnych związków w powietrzu. Jeśli zarządzamy wieloma urządzeniami, możemy je dowolnie grupować i ustawiać wedle naszych upodobań. Dostępnych opcji jest bardzo dużo. Dashboard ułatwia też zarządzanie takimi elementami jak np. wymiana filtrów. Widzimy w nim, które urządzenie i kiedy wymaga konserwacji. Jeśli w firmie mamy dużo oczyszczaczy, jest to spore ułatwienie. Dashboard pokazuje nam też w czasie rzeczywistym wszystkie pomiary odświeżacza.

Aura Air faktycznie pracuje i trzeba przyznać, że to naprawdę czuła bestia. Kiedy oczyszczacz pracuje intensywniej, staje się głośniejszy. W trybie automatycznym wystarczy niewielki ruch powietrza i Aura Air od razu wchodzi na wyższe obroty. Może to być otwarcie drzwi do mieszkania, okna, ale też po włączeniu odkurzacza oczyszczacz od razu zaczyna mocniej brać się do pracy.

Co ważne, Aura Air delikatnie chłodzi powietrze. Spodziewałem się, że tak intensywnie pracujące urządzenie będzie kolejnym podgrzewaczem otoczenia, ale tak się nie dzieje. Powietrze wydmuchiwane przez urządzenie jest chłodne, a w letniej aurze każde najmniejsze źródło chłodnego powietrza jest na wagę złota.

Czy Aura Air faktycznie działa?

Jeśli spojrzymy na wykresy – oczywiście. Aura Air skutecznie utrzymuje w ryzach poszczególne zanieczyszczenia, a wskaźnik AQI, czyli Air Quality Index mieści się w granicach normy. Jego skala wygląda następująco:

W momencie pisania tych zdań, mam AQI ma poziomie 60/500. Wskaźnik zmienia się w ciągu dnia i zazwyczaj kiedy w okolicy tworzą się korki, a prace na budowie są w pełni, wartości zaczynają rosnąć.

Bardziej niż wykresy interesowało mnie jednak moje samopoczucie. Aura Air umieściłem w miejscu, w którym pracuję. Gdzie spędzam nawet kilkanaście godzin dziennie. Faktycznie już po kilku dniach poczułem różnicę. Trochę obawiałem się, że powietrze może stać się sterylnie szpitalne, ale nic takiego nie ma miejsca. Oczywiście jest nieco inne, ale nie mam takiego poczucia przesadnej sterylności. Oprócz tego zdecydowanie lepiej śpię, a jeśli rano czuję się jakbym wpadł pod TIR-a, to co najwyżej z powodu zakwasów, a nie dlatego, że coś wisi w powietrzu. Biorąc pod uwagę czysto subiektywne odczucia, różnica jest wyraźnie wyczuwalna i zdecydowanie na duży plus.

Dlatego też Aura Air mogę z czystym sumienie polecić każdemu z…. nieco bardziej zasobnym portfelem. To świetny sprzęt, ale 4 500 zł nie jest ceną dla każdego. Dla firm na pewno będzie to znacznie mniej bolesny wydatek i jeśli zależy Ci na komforcie własnym, jak również swoich pracowników, będzie to bardzo dobra inwestycja. W końcu lepsze samopoczucie przełoży się na wydajniejszą pracę, więc to czysty zysk.

Chcesz być na bieżąco z WhatsNext? Obserwuj nas w Google News